Uprawa-Tarcza – paramilitarna organizacja ziemian w czasie okupacji

Michał Żółtowski, uczestnik „Uprawy”, administrator majątku Ska rbków-Borowskich w Minodze w Miechowskiem, autor pierwszej, wspomnieniowej monog rafii „Uprawy”, przyjaciel Leona Krzeczunowicza |fot. Wikipedia

Pierwszym zadaniem, z którym przyszło się zmierzyć ziemianom, było przyjmowanie i chronienie licznych uciekinierów wojennych. Ludziom tym zapewniali schronienie, nocleg, wyżywienie, gościnę, która trwała nieraz całe pięć lat okupacji. Kolejną grupą byli żołnierze kampanii wrześniowej wracający z przegranej wojny obronnej. Ci natychmiast angażowali się w ruch oporu.

Ziemianie w 1931 r. stanowili 0,5 proc. populacji społecznej. Kilkanaście tysięcy rodzin posiadało jednak duży kapitał w postaci majątków ziemskich, zakładów przetwórstwa rolnego (ale nie tylko), które dawały pracę ludności wiejskiej. W rękach właścicieli ziemskich była czwarta część ziemi ornej oraz połowa zasobów leśnych Polski.

Więzienia, łagry, egzekucje

W sytuacji, gdy ziemianie dysponowali jeszcze majątkami, ten ekonomiczny kapitał oraz inne możliwości, jak twierdził Jan Bisping (1917–2009) z Massalan na Grodzieńszczyźnie, należało wykorzystać dla dobra uciemiężonego kraju.

Właściciele ziemscy ginęli z rąk obu okupantów, szczególnie pamiętne są represje wobec ziemian kresowych. Trafiali do więzień, łagrów, byli wywożeni w głąb Rosji, część z nich w ramach amnestii z 1941 r. wraz z armią gen. Władysława Andersa przedostała się na Bliski Wschód, a dalej do Europy Zachodniej. Nieliczni udawali się na Węgry, uciekali przez zieloną granicę, czyli z sowieckiej strefy okupacyjnej do niemieckiej.

Na terenach włączonych do III Rzeszy ziemianie zmuszeni byli do opuszczenia swoich majątków już na początku okupacji. Część z nich ginęła w publicznych egzekucjach. Złą sławą okryła się akcja niemiecka Tannenberg, w ramach której w publicznych egzekucjach zginęło kilku wybitnych wielkopolskich ziemian, wśród nich Stanisław Karłowski z Szelejewa i Edward Potworowski z Goli (Gostyń, 21 października 1939 r). Znany jest też tragiczny los ziemian zwołanych na zebranie w Rypinie, skąd trafili do obozów. W siedzibie gestapo 26 października 1939 r., także w Rypinie, w brutalny sposób został stracony Stanisław Sierakowski (1881–1939), ziemianin i działacz polonijny w Prusach Wschodnich wraz z żoną Heleną z Lubomirskich oraz córką Renatą Gniazdowską, będącą w zaawansowanej ciąży.

Ziemianie w Generalnym Gubernatorstwie

Następnym etapem były wywózki do obozów koncentracyjnych. Ci, którzy przeżyli kampanię wrześniową 1939 r. oraz pierwsze miesiące terroru, uciekali do Generalnego Gubernatorstwa, znajdując schronienie w majątkach krewnych i znajomych. Duża liczba ziemian znalazła się w Warszawie. Brali udział w konspiracji, należąc najczęściej do ZWZ-AK, jak również uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim.

Niemcy traktowali ziemian Generalnego Gubernatorstwa nieco łagodniej. Część majątków ziemskich decyzją z 12 lutego 1940 r. przejęli pod tzw. Liegenschaft, w ramach którego narzucali swoich zarządców (często jednego na kilka gospodarstw). W zależności od okoliczności ziemian usuwali z majątków, niekiedy pozwalali im przebywać w swoim domu lub też w innym budynku. Częściej jednak zostawiali ziemian w majątkach, żądając od nich terminowych dostaw płodów rolnych w formie kontyngentów.

Zagrożenie przejęciem majątku pod Liegenschaft zmuszało ziemian do wytężonej pracy, zwłaszcza że większość dworów natychmiast rozpoczęła akcję pomocową oraz nawiązała kontakty z Podziemiem.

Eksploatacja regionów rolniczych

Niemcom zależało na podniesieniu wydajności i poprawieniu kondycji ekonomicznej majątków, które miały być dla nich źródłem żywności dla wojska, ludności cywilnej w Niemczech i na terenach okupowanych. Jednym z regionów, który został przez Niemców przeznaczony do silnej eksploatacji pod względem zaopatrzenia w żywność, była tzw. Rejencja Ciechanowska (na terenie Rzeszy, tzw. Reich), gdzie niepodzielne rządy sprawował Erich Koch. Tak samo zresztą jak w Generalnym Gubernatorstwie w Krakowie niesławnej pamięci Hans Frank.

Dla poprawy warsztatu maszynowego w majątkach sprowadzili do Polski dużą liczbę maszyn, narzędzi rolniczych oraz ciągników. Ziemianie i pamiętający te czasy świadkowie podkreślają, że postęp techniczny w folwarkach w czasie wojny był wyraźnie odczuwalny. Naturalnie, był podyktowany partykularnym interesem okupanta.

Tradycja i obowiązek

Jak wspominał Jan Zamoyski (1912–2002), Ordynacja Zamojska miała niemieckiego pełnomocnika. Od 1940 r. Zamoyski należał do ZWZ-etu, a od 1941 r. do – jak ją określił – „ziemiańsko-inteligenckiej” organizacji Uprawa, później przyjmującej kryptonim Tarcza.

 Jan Tomasz Zamoyski – członek „Uprawa-Tarcza” |fot. Witold Jabłonowski/PAP

Do formacji tej należeli ziemianie, najczęściej członkowie przedwojennego Związku Ziemian. Sam Zamoyski został wyznaczony na jej delegata na województwo lubelskie. Jego zadaniem było koordynowanie działalności, a na początku udało mu się zmobilizować wielu właścicieli ziemskich. Co zresztą nie stanowiło wielkiej trudności, bo poczucie konieczności wspomagania podziemia niepodległościowego było dla ziemian naturalną konsekwencją ich tradycji i obowiązku narodowego.

Uprawa została wpisana w struktury Państwa Podziemnego. Przy każdym dowództwie okręgu ZWZ-AK powoływano osobę, która zajmowała się działalnością Uprawy i kontaktami z dworami. Organizacja działała na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Jej celem było przygotowanie socjalno-militarnego zaplecza partyzantki, będącej w strukturach AK, ale faktyczna działalność mocno przekraczała te ramy.

Bohaterowie Uprawy

Inicjatorami stworzenia tej tajnej formacji byli: Karol Tarnowski (1889–1981) z Chorzelowa w pow. tarnowskim, płk Tadeusz Komorowski „Bór” (1895–1966) oraz Leon Krzeczunowicz (1901–1945), ziemianin z Jaryczowa k. Lwowa, ormiańskiego pochodzenia. Krzeczunowicz jako główny inspirator i delegat na okręg krakowski formalnie był zastępcą komendanta Uprawy Romana Lasockiego (1893–1964) z Dzierzbi w pow. łomżyńskim.

Leon Krzeczunowicz, kawalerzysta, faktyczny przywódca „Uprawy” na południu Polski/fot. Wikipedia

Tarcza, działająca głównie w województwie krakowskim i ościennych, w okolicach Radomia (tzw. dystrykt radomski GG), Radomska, na Kielecczyźnie, w mniejszym stopniu na terenie tzw. byłej Kongresówki, zajmowała się:

– magazynowaniem broni w dworach i zabudowaniach dworskich;

– żywieniem i ubieraniem żołnierzy AK ukrywających się w lasach;

– organizowaniem schronienia dla poszkodowanych i represjonowanych, począwszy od żołnierzy, a na dzieciach skończywszy;

– organizowaniem zaplecza medycznego (szpitali, punktów sanitarnych, aptek itp.);

– pomocą eksterminowanemu narodowi żydowskiemu;

– pomocą uciekającym spod okupacji sowieckiej mieszkańcom kresów wschodnich RP.

Prawie do samego końca Uprawa nie została przez Niemców rozpracowana, choć mieli świadomość istnienia ziemiańskiego Podziemia. Na jej trop wpadli po usilnych poszukiwaniach, a w 1944 r. aresztowali Leona Krzeczunowicza.

Chronić potrzebujących

Pierwszym zadaniem, z którym przyszło się zmierzyć ziemianom, było przyjmowanie i chronienie licznych uciekinierów wojennych. Ludziom tym zapewniali schronienie, nocleg, wyżywienie, gościnę, która trwała nieraz całe pięć lat okupacji. Kolejną grupą byli żołnierze Kampanii Wrześniowej wracający z przegranej wojny obronnej. Oni to natychmiast angażowali się w ruch oporu. Oprócz nich w majątkach ukrywani byli ludzie zagrożeni wywózką na roboty do Niemiec oraz Żydzi. Ziemianie angażowali ich oficjalnie do prac w majątkach. W folwarkach okupację bezpiecznie spędziło też bardzo wiele dzieci, których rodziców spotkał los najokrutniejszy – śmierć na polu walki bądź w akcjach Podziemia, wywózka do obozu czy po prostu konieczność ukrywania się w innym miejscu.

Płk. Tadeusz „Bór” Komorowski – jeden z założycieli formacji „Uprawa - T arcza” |fot. CC

Kontyngenty żywnościowe, których przygotowanie było obowiązkiem ziemian, obciążały majątki, tym bardziej zasługuje na uznanie fakt, że niewielu ziemian odmówiło współpracy z Uprawą. Przy szczupłych funduszach nie lada sztuką było zaspokojenie wszystkich związanych z działalnością konspiracyjną potrzeb. Wyżywienie partyzantki należało w czasie okupacji do ważniejszych zadań majątków, których właściciele przystąpili do Tarczy. Przy czym ciągle dochodziło do napadów na dwory i kradzieże w magazynach płodów rolnych, dokonywanych przez różnego autoramentu bandy. Zdarzały się też tzw. pozorowane napady, kiedy partyzanci AK, udając bandę, po prostu odbierali wyprodukowaną dla nich żywność, co było oczywiście umówione.

Dworskie szpitale i apteki

Do szczególnie ważnych działań Uprawy należała akcja sanitarna. Tworzenie zaplecza medycznego nastręczało sporo kłopotów. Wiązało się z licznymi kontaktami z ludźmi i z większym zakonspirowaniem. Szpitale, apteki i punkty sanitarne znajdowały się we dworach bądź innych zabudowaniach dworskich. Organizowano kursy dla sanitariuszek, pielęgniarek, tworzono drużyny sanitarne. Zajmowały się tym najczęściej żony właścicieli majątków lub same właścicielki wraz z córkami i innymi młodymi osobami, przebywającymi w majątku. Często osoby znajdujące schronienie w domu ziemiańskim „odpracowywały” możliwość mieszkania w działalności konspiracyjnej.

Władze londyńskie nałożyły na majątki odpowiednie podatki, które były wpłacane na rzecz Tarczy. Istniały kryteria mówiące o wysokościach tych podatków, ale gros majątków przekraczało wyznaczone kwoty, pojmując swoją daninę jako obowiązek wobec ojczyzny.

Piotr Szymon Łoś

Polskie Radio RDC, PTZ

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją XX. Czartoryskich i PTZ-etu


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Ważne głosowania, a tu wyskakuje Sowa z Nowoczesnej. Trzeba było przywołać go do porządku

Poseł Nowoczesnej Marek Sowa / fot. Zbyszek Kaczmarek/ Gazeta Polska

Sejm uchwalił, że w gminach do 20 tys. mieszkańców radni do rady gmin wybierani będą w okręgach jednomandatowych. Izba poparła poprawkę Prawa i Sprawiedliwości do projektu tego klubu, pierwotny zapis znosił JOW-y w wyborach do rad gmin. W trakcie głosowań zdecydowanie zareagować musiał też marszałek Kuchciński, który przywołał posła Sowę z Nowoczesnej do porządku.

Za taką zmianą głosowało 272 posłów, przeciw było 132. Wstrzymało się od głosu 25 posłów.

Zgodnie z przyjętą zmianą w każdym okręgu wyborczym tworzonym dla wyboru rady w gminie do 20 tys. mieszkańców wybiera się jednego radnego.

Dla wyboru w mieście na prawach powiatu tworzy się okręgi wyborcze, w których wybiera się od 5 do 10 radnych.

W czasie głosowań głos zabrał Marek Sowa z Nowoczesnej (prywatnie brat księdza Kazimierza Sowy), który zarzucił marszałkowi sejmu Markowi Kuchcińskiemu, że nie zna treści poprawek, nad którymi głosują posłowi.

Odnosząc się do jednej z nich, dotyczącej trybu wyboru szefa Krajowego Biura Wyborczego, polityk powiedział, że jest ona „o armii Błaszczaków, którzy nadciągają do Polski lokalnej”.

Tak jest – jeden Błaszczak w MSWiA, drugi Błaszczak w KBW, dwóch Błaszczaków jako komisarze polityczni i pięć tysięcy Błaszczaków jako urzędnicy wyborczy 
– obwieścił Sowa.

Marszałek Kuchciński kilkakrotnie zwracał mu uwagę, że narusza powagę izby; przywołał też posła do porządku.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl