Minister jak morderca?

W 1948 r., na dnie nocy stalinowskiej, Igor Andrejew został dyrektorem Centralnej Szkoły Prawniczej im. T. Duracza w Warszawie, o której z dumą mówił, że „wszystkie przedmioty są tu wykładane zgodnie z założeniami marksizmu-leninizmu”.

Za hodowanie sędziów i prokuratorów w duchu sowieckim został odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi.

Absolwenci „Duraczówki” (Teodor Duracz to przedwojenny komunista) byli kierowani niemal wprost na salę sądową, skąd posyłali do piachu polskich patriotów. Przykład dawał sam Andrejew. W październiku 1952 r., jako jeden z morderców Sądu Najwyższego zatwierdził wyrok śmierci na bohatera Polski podziemnej – gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila”. Orzekał, podobnie jak pozostali dwaj „sędziowie”, w trybie tajnym, bez udziału oskarżonego, przychylając się do zbrodni „sądu” pierwszej instancji. Andrejew nie podważył spreparowanych w ubeckim śledztwie kłamliwych dowodów winy generała.

Łącznie z tymi najbardziej haniebnymi – że Fieldorf był zdrajcą polskiej sprawy i faszystą. Następnie, w grudniu 1952 r., ten sam zbrodniczy skład negatywnie zaopiniował prośbę o ułaskawienie generała.

Morderca zza biurka dalej robił karierę. Był współautorem podręcznika „Prawo karne Polski Ludowej” (1954). Od 1964 r. profesor nauk prawnych, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego oraz Instytutu Nauk Prawnych PAN, autor kilkudziesięciu prac naukowych, wykładowca wielu renomowanych światowych uczelni. W końcu współautor Kodeksu karnego z 1969 r. (obowiązywał do 1997 r.). Uczniami sędziego-mordercy byli m.in. Lech Falandysz i Lech Gardocki. Igor Andrejew zmarł w 1995 r. i został pochowany na polskiej nekropolii – Powązkach Wojskowych w Warszawie. Ale historia tego mordercy sądowego trwa do dziś. Podczas ostatniej rady Wydziału Prawa i Administracji UW ktoś porównał do Andrejewa obecnego wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła, pragnąc zatrzymać bieg jego habilitacji. Tym kimś była prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz.
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Masakra zielonych ludzików, czyli punkt zwrotny

Oficjalnie nic się nie stało. I Moskwa, i Waszyngton twierdzą, że nie wiedzą o tym, by w Syrii doszło do walk między Amerykanami i Rosjanami. Jednak media anglojęzyczne i rosyjskie pełne są relacji, także z pierwszej lub drugiej ręki, że Rosjanie i rządowe siły syryjskie zaatakowały kontrolowane przez Kurdów, prozachodnich Syryjczyków oraz Amerykanów pola naftowe, próbując je zająć.

Po kilkugodzinnej bitwie Amerykanie użyli lotnictwa, zabijając, według różnych szacunków, od kilkunastu do kilkuset Rosjan i raniąc kolejnych kilkuset. Do tych Rosjan z formalnie prywatnej tzw. grupy Wagnera (nazwa od pseudonimu dowódcy, byłego (?) oficera GRU) Rosja się nie przyznaje. Tak jak nie przyznaje się do zielonych ludzików, którzy najechali Ukrainę. To często zresztą ci sami ludzie, którzy „odwiedzili” i Ukrainę, i Syrię. Nie przypominam sobie takiej sytuacji w historii, by Amerykanie walczyli w bitwie z Rosjanami i zabili kilkuset z nich. To punkt zwrotny nie tylko wojny w Syrii, ale też dla Rosji i być może świata. Nie wiadomo jednak, czy na gorsze, czy na lepsze.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl