"Mefisto" w Powszechnym, czyli "Klątwy" ciąg dalszy. RECENZJA

Podobnie jak w przypadku „Klątwy”, „Mefisto” jest jedynie efektem dość luźnej inspiracji oryginałem / Magda Hueckel/Teatr Powszechny (mat.pras.)

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

Nigdy nie zagram „Inki”! - krzyczy jedna z aktorek. - Nigdy nie podam ręki Jackowi Kurskiemu! - wtóruje jej kolega ze sceny. „Mefisto” w Teatrze Powszechnym to próba zmierzenia się z reperkusjami po „Klątwie” Olivera Frljicia. Szkoda tylko, że skrajnie stronnicza.

Aktorzy zbiegają ze sceny i niemal taranując publiczność, zajmują miejsca na widowni. Technicy spuszczają na rampę teatru sześć metalowych, przypominających rusztowania, klocków, które układają się w napis „POLSKA”.  Pierwszą literę przedstawiono jako symbol Polski Walczącej. - A dlaczego „P” jest na sankach? - pyta jeden z bohaterów spektaklu, a nieśmiała salwa śmiechu przebiega przez salę. „P” jak piękna – mówi jedna z aktorek, wyraźnie poruszona. Gdy dochodzi do litery „S”, ktoś z widowni głośnym szeptem sufluje: „S” jak Smoleńsk! Zamiast tego, z ust aktora pada: „S” jak sądy. „Mefisto” w Teatrze Powszechnym miał szansę stać się ciekawym rozliczeniem z kontrowersjami, jakie wywołała „Klątwa” w reżyserii skandalizującego Olivera Frljicia, a może nawet przyczynkiem do szerszej debaty nad relacjami na liniach polityka-teatr, państwo-Kościół czy wreszcie wolnością twórczą i jej konsekwencjami. Zamiast tego, twórcy z Powszechnego serwują widzom efektowne show, które ma ogłosić światu, że oto oni – pluszowi męczennicy broniący artystycznej swobody przed cenzorskimi mackami władzy, na żadne kompromisy nie pójdą. 

„Mefisto” jako pretekst 

Podobnie jak w przypadku „Klątwy” Stanisława Wyspiańskiego, „Mefisto” w reżyserii Agnieszki Błońskiej jest jedynie efektem dość luźnej inspiracji oryginałem, na który składają się sztuka Klausa Manna (1936) i film  Istvána Szabó (1981) o tym samym tytule. Opowieść o Hendriku Höfgenie, młodym aktorze, który po udanej roli w „Fauście” staje się ulubieńcem nazistowskich elit, a z czasem ich ideologiczną marionetką, twórcy spektaklu traktują jako pretekst do pochylenia się nad sytuacją twórców we współczesnej Polsce. Wybór takiego tekstu źródłowego zdaje się znamienny nie tylko ze względu na jego treść, ale i fakt, że sztuka ta była wystawiana na deskach Powszechnego w 1983 r. i stanowiła rodzaj politycznego manifestu aktorów wobec władz PRL-u. 

Zgrabne nogi, które się marnują

„Mefisto” Anno Domini 2017 również pretenduje do miana dramatycznego oporu artystów wobec panującej ich zdaniem w Polsce cenzury – strach więc pomyśleć, do jakich środków i słów sięgną aktorzy, gdyby w Polsce – nie daj Bóg - rzeczywiście doszło do łamania swobód obywatelskich, w tym twórczych? Czy ekipa z Teatru Powszechnego, a więc instytucji z tradycjami, instytucji, która sama reklamuje się jako „teatr, który się wtrąca” bierze odpowiedzialność za tak wielkie deklaracje? „Mam takie piękne nogi, ale gram w teatrze politycznym. A w teatrze politycznym nikogo one nie obchodzą” - mówi Klara Bielawka, młoda i skądinąd zdolna aktorka w autoironicznym monologu. Niestety, oglądając spektakl, można nabrać wrażenia, że to nie jest już teatr polityczny, ale ideologiczny. Celem polityki bowiem, przynajmniej według Arystotelesa, jest dążenie do wspólnego dobra. Trudno uwierzyć, by twórcy „Mefista”, dążąc do pogłębienia podziałów i wprost wyśmiewając tych, którzy się z nimi nie zgadzają, realizowali myśl filozofa.

„Beka z Kaczora” i przemysł pogardy

Pomijając kwestię słuszności potrzeby walki z systemem („pluszowi męczennicy” z Powszechnego zdają się naprawdę wierzyć w to, że ich twórcza swoboda jest zagrożona), spektaklowi momentami bardzo szkodzi sposób, w jaki jego twórcy prezentują swoje poglądy. W jego trakcie odczytywane są fragmenty tekstów z ulotek rozprowadzanych przez „środowiska narodowo-katolickie” w formie protestów przeciwko „Klątwie” - jest w nich m.in. mowa o tym, by Teatr Powszechny i jego pracowników oddać w opiekę Bogu, czy wręcz „zanurzyć w krwi Chrystusa”. Nie mogło również zabraknąć świetnie sprawdzającej się w tzw. przemyśle pogardy „beki z Kaczora”, która w „Mefiście” objawia się puszczeniem słynnego już fragmentu Mazurka Dąbrowskiego, w którym prezes PiS myli tekst. Serio, Teatrze Powszechny? Taki zabieg może byłby w pewnym stopniu zabawny kilka lat temu, jednak dziś już funkcjonuje jako tzw. „suchar”. Poza tym, teatr polityczny, do którego przecież z taką pasją pretenduje Powszechny, lepiej wybrzmiewa, gdy sufluje odbiorcy intelektualne smaczki, niż gdy wbija widzowi swoje idee za pomocą młota pneumatycznego.

Grają dobrze, ale nieuczciwie

Pomimo ogólnego wydźwięku, warsztatowo, artystycznie, „Mefisto” jest spektaklem dość zgrabnym i udanym. Na uznanie zasługuje również gra aktorów – począwszy od tych z uznanym już dorobkiem jak Maria Robaszkiewicz (która grała również we wspomnianej wcześniej inscenizacji „Mefista” z 1983 r.), a skończywszy na młodym pokoleniu reprezentowanym przez Oskara Stoczyńskiego, Arkadiusza Brykalskiego, Grzegorza Artmana czy wspomnianą już Klarę Bielawkę. Najpoważniejszym jednak zarzutem wydaje się to, że zespół Teatru Powszechnego w „Mefiście” dokonuje czegoś, co z takim uporem zarzuca środowiskom konserwatywnym. Najpierw jedna z bohaterek stwierdza z niesmakiem, że część z nas jest w stanie zabić swojego brata tylko za to, że ten ośmiela się kochać ojczyznę inaczej niż on sam, a chwilę później, na tej samej scenie Grzegorz Artman wcielający się w sztuce w „sumienie narodu” krzyczy z pasją do „wojujących dziennikarzy”, by spie...li. Czy zatem brak tolerancji i otwartości na dialog można przypisać jedynie konserwatystom? Zwodnicze to i krzywdzące myślenie. Jednak apogeum hipokryzji następuje w finale spektaklu, w którym widzom prezentowane są fragmenty debaty „Teatr polski – tradycja i przyszłość”, która odbyła się w 20 września 2017 w Pałacu Prezydenckim. Wypowiedzi uczestników dyskusji, w tym m.in. wiceminister kultury Wandy Zwinogrodzkiej i Antoniego Libery, zostały wyrwane z kontekstu i pocięte w taki sposób, by tworzyły ośmieszający ich kolaż. Gdzieś po drodze pada emocjonalny apel do ministra kultury Piotra Glińskiego, by przyszedł do Teatru Powszechnego i skonfrontował się z postulatami jego ekipy. Pytanie tylko - po co? By zostać wykpionym jak uczestnicy wspomnianej debaty? Zresztą, znając podejście ministra Glińskiego, który już nie raz zapraszał do rozmowy twórców, nawet tych, którzy wprost go krytykują, taki apel zdaje się totalnie nietrafiony.

Fałszywa biała flaga

„Mefisto” to nie ten kaliber prowokacji co „Klątwa” - spektakl balansuje na granicy dobrego smaku, ale nie przekracza jej. Dlaczego? „Nie mam czasu chodzić znowu do prokuratury” - kokietuje widownię jeden z aktorów. W finale spektaklu następuje zbiorowa spowiedź aktorów, którzy przepraszają za swój udział w „Klątwie”. Jest to jedna z najbardziej niepokojących scen, która pod pozorem próby wyciągnięcia ręki do oponenta, serwuje widzom swoisty „teatr w teatrze”. Zwyczajną szopkę będącą jeszcze jednym pstryczkiem w nos dla tych, którzy dali nabrać się, że aktorom Powszechnego zależy na merytorycznej dyskusji.

Źródło: Gazeta Polska


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Co poza partyjnym szyldem łączy Trzaskowskiego z HGW? Są niczym polityczne kameleony

/ foto. Maciej Luczniewski/Gazeta Polska i Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Hanna Gronkiewicz-Waltz aktywnie włączyła się w walkę przed wyborami w stolicy i wspiera kandydata PO? Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki twierdzi, że tak! Przestrzega, że Trzaskowski w roli prezydenta Warszawy, to tak naprawdę kolejna kadencja fundowana Gronkiewicz-Waltz. Jaki przypomina o jego roli w sztabie wyborczym HGW i twierdzi, że teraz role się odwróciły.

Na antenie TVP Patryk Jaki zwrócił uwagę, że przed wyborami w stolicy warszawiacy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie czy chcą kolejnej kadencji ekipy spod szyldu PO i Hanny Gronkiewicz-Waltz.

- Niewiele brakuje, a Warszawa wybierze czwartą kadencję Hanny Gronkiewicz-Waltz, czyli Rafała Trzaskowskiego. Warszawiacy muszą sobie odpowiedzieć na pytanie, czy chcą kolejnej kadencji mafii developersko-reprywatyzacyjnej...  - mówił Patryk Jaki

 
- No ale przecież Rafał Trzaskowski się odcina od HGW, nie chce być z nią utożsamiany – zwrócił uwagę prowadzący rozmowę dziennikarz.

 
I wtedy Patryk Jaki przypomniał kilka faktów, którymi Rafał Trzaskowski nie chwali się jakoś specjalnie. Według wiceministra sprawiedliwości w przypadku Gronkiewicz-Waltz i Trzaskowskiego obserwujemy jedynie polityczną roszadę i zabawę w kameleony.

- No właśnie tak się odcina, że każdy z państwa, kto obserwuje tą prekampanię w Warszawie jest w stanie zauważyć, że Hanna Gronkiewicz-Waltz codziennie wspiera Rafała Trzaskowskiego. Codziennie wytyka nam błędy... Dostarcza też codziennie materiałów Rafałowi Trzaskowskiemu. Urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz są sztabem wyborczym Rafała Trzaskowskiego. Co to oznacza? To oznacza, że oni tylko zamienili się twarzami. To było tak, że Rafał Trzaskowski w poprzedniej kadencji był szefem sztabu wyborczego Hanny Gronkiewicz-Waltz, a Hanna Gronkiewicz-Waltz jest teraz szefem jego sztabu. I tak naprawdę nic się nie zmieni. Jeżeli ktoś się łudzi, że cokolwiek się zmieni, to moim zdaniem jest naiwny. Warszawa, jeśli postawi na Rafała Trzaskowskiego, cała ta infrastruktura Hanny Gronkiewicz-Waltz, z całym inwentarzem... zostanie wszystko tak jak było, a jestem przekonany, że tak nie musi być – mówił Patryk Jaki.

Jednocześnie kandydat PiS na prezydenta Warszawy podkreślił, że teraz każdy mieszkaniec stolicy może sprawdzić, jaki program proponuje Patryk Jaki, a jakie propozycje dla miasta ma Rafał Trzaskowski.

Patryk Jaki odniósł się również do najnowszego pomysłu swojego rywala – ławeczki, którą Trzaskowski nosi po Warszawie. Jak informowaliśmy już na łamach portalu niezalezna.pl kandydat PO na prezydenta stolicy przemyka ulicami stolicy i... nosi ze sobą ławkę. Ktoś mógłby zapytać: po co cały ten cyrk? To najnowszy pomysł Trzaskowskiego na kampanię.
 
CZYTAJ WIĘCEJ: UWAGA Trzaskowski na ulicach Warszawy! Zapowiada: „Będę podróżował z ławką”

- To kolejna różnica pokazująca powagę i brak powagi w polityce. To jest kopiowanie tego stylu rządzenia, który proponowała Hanna Gronkiewicz-Waltz. Ona też: skakanki, rowery, ławki. Widzieliśmy pełno takich obrazków, ale tam gdzie była naprawdę potrzebna, tam gdzie trzeba było pomagać ludziom, tam gdzie trzeba było budować mosty, tam gdzie była potrzebna szybsza rozbudowa metra i linii tramwajowych, to tam jej nie było. No i Rafał Trzaskowski dzisiaj stawia ławeczkę, a Patryk Jaki proponuje kolejne rozwiązania programowe. Jutro na przykład dotyczące przejrzystego, przyjaznego i uczciwego urzędu. I każdy może wybrać, albo siedzenie na ławeczce, albo konkretna propozycja programowa – mówił Patryk Jaki.

Źródło: niezalezna.pl, TVP Info

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl