Radwańska: Powietrze w Sydney mi służy

/ Tomasz Hamrat/ Gazeta Polska

Włoska kwalifikantka Camila Giorgi będzie rywalką Agnieszki Radwańskiej w ćwierćfinale turnieju WTA Tour w Sydney. Do tej fazy tych zawodów polska tenisistka dotarła już po raz czwarty. - Jest tu coś w powietrzu, co wyraźnie mi służy - przyznała z humorem.

Radwańska w tym roku odniosła w Sydney już dwa zwycięstwa - nad Brytyjką Johanną Kontą (nr 4.) 6:3, 7:5 i w środę nad Amerykanką Catherine "CiCi" Bellis 7:6 (7-4), 6:0.

- Kluczowy był oczywiście pierwszy set. Był bardzo wyrównany, a do tego było sporo dobrego tenisa. Myślę, że rywalka była nieco rozczarowana i wytrącona z równowagi po przegraniu pierwszej partii - powiedziała Polka po meczu z Bellis.

Przed rokiem Radwańska dotarła do finału tej imprezy, pięć lat temu w niej triumfowała, a w 2012 roku osiągnęła półfinał.

- Rzeczywiście lubię te korty, choć warunki są trudne, nieraz temperatura dochodzi do 45 stopni Celsjusza, a innym razem mocno wieje. Ale... jest tu coś w powietrzu, co wyraźnie mi służy - zaznaczyła.

O półfinał powalczy z Giorgi. Włoszka, obecnie setna rakieta globu, musiała przebijać się przez kwalifikacje. W pierwszej rundzie wyeliminowała zwyciężczynię ostatniego US Open Amerykankę Sloane Stephens 6:3, 6:0, a w środę pokonała doświadczoną Czeszkę Petrę Kvitovą 7:6 (9-7), 6:2. Był to już piąty mecz w Sydney zawodniczki, która najwyżej była klasyfikowana na liście światowej na 30. miejscu.

Do ćwierćfinału awansowała w środę również najwyżej rozstawiona Hiszpanka Garbine Muguruza Blanco. Wcześniej w "ósemce" znalazły się m.in. Niemka polskiego pochodzenia Angelique Kerber czy Słowaczka Dominika Cibulkova.

Źródło: PAP


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

"Atak paniki": debiut gorący jak wulkan. RECENZJA

Kadr z filmu "Atak paniki" / mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

W „Ataku paniki” emocje bohaterów sięgają krawędzi, za którą czaić się może już tylko szaleństwo. Nic dziwnego, że kipiący od ekspresji debiut Pawła Maślony jest jednym z najgłośniejszych filmowych wydarzeń sezonu.

Maślona zawiązuje akcję w samym środku zdarzeń - bez ceregieli i na dzień dobry funduje widzom scenę samobójstwa jednego z bohaterów, by minuta po minucie intensyfikować napięcie jeszcze bardziej. Niemal równolegle toczy się kilka historii - zestresowana i ciężarna panna młoda (Julia Wyszyńska) nie może doczekać się męża, uzależniony od gier komputerowych kelner (znakomity Bartłomiej Kotschedoff) pada ofiarą ataku hakerskiego, wracające z wakacji małżeństwo (przezabawni Artur Żmijewski i Dorota Segda) zmaga się z natrętnym współpasażerem, a spragniona miłosnego spełnienia pisarka kryminałów (poruszająca rola Magdaleny Popławskiej) gaśnie w oczach, gdy kolejny mężczyzna odprawia ją z kwitkiem. Gdzieś w domu na przedmieściach, gdy dorośli imprezują, za ścianą nastolatkowie (a wśród nich Nicolas Przygoda znany z „Placu zabaw” Bartosza M. Kowalskiego) wyruszają w swój pierwszy trip po marihuanie, gdzie indziej młoda kobieta (Aleksandra Pisula), podczas spontanicznego spotkania z koleżankami, drży ze strachu przed tym, że wstydliwa prawda o jej karierze zawodowej ujrzy światło dzienne.

Każdy wątek, choć początkowo trudno to dostrzec, łączy się z resztą historii, a akcja została zbudowana w taki sposób, by widz czerpał przyjemność z domyślania się i samodzielnego odkrywania tych połączeń. Podobnie jak we wcześniejszej etiudzie Maślony pt. „Magma”, bohaterowie są doprowadzani na skraj załamania nerwowego, za którym może czaić się już tylko szaleństwo. Atmosferę narastającego napięcia doskonale buduje zarówno obsada (oprócz wymienionych już aktorów Maślona do współpracy zaprosił m.in. Grzegorza Damięckiego, Andrzeja Konopkę, Mirosława Haniszewskiego i Annę Romantowską), ciekawy montaż Agnieszki Glińskiej, jak i przyprawiająca o dreszcz niepokoju muzyka Radzimira Dębskiego.

W finale rodzi się nowy człowiek, którego pojawienie się niejako rekompensuje samobójstwo z pierwszej sceny filmu. Jak się okazuje, to tylko chwilowa ulga, bo ostatnie słowa, jakie padają w filmie, brzmią: „Nic już nie ma”. Debiutujący pełnometrażowo reżyser brawurowo rozprawia się z nękającymi dzisiejsze społeczeństwo „atakami paniki”, chociażby dotyczyły spraw pozornie tak błahych jak kiepski żart internetowego trolla. Wnioski, które wyciągamy z filmu Maślony są gorzkie i zabarwione nihilizmem, ale podane w tak zabawnej i atrakcyjnej formie, że podobnie jak niegdyś obrazy Marka Koterskiego, oprócz smutnej autorefleksji, wywołują uśmiech na twarzy.
 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl