Niewiele osób o tym wie. Joachim Brudziński jest pierwszym takim ministrem od lat

Szef MSWiA Joachim Brudziński / fot. Zbyszek Kaczmarek/ Gazeta Polska

Paweł Krajewski

Dziennikarz portalu Niezalezna.pl, specjalizuje się w tematyce politycznej. Wcześniej pracował m.in. w portalu telewizjarepublika.pl.

Kontakt z autorem

– Joachim Brudziński jest pierwszym od wielu lat ministrem, który będzie posiadał skuteczne narzędzie do sprawowania realnego cywilnego nadzoru nad służbami mundurowymi w Polsce – podkreśla w rozmowie z portalem Niezalezna.pl Arkadiusz Czartoryski, poseł Prawa i Sprawiedliwości oraz szef sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.

Prezydent Andrzej Duda na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego desygnował wicemarszałka sejmu, Joachima Brudzińskiego, na szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Zastąpił on na tym stanowisku Mariusza Błaszczaka.

Nastąpiła zmiana ministra w jednym z kluczowych resortów, jakim jest MSWiA. Nowy minister, pan Joachim Brudziński, ma przed sobą ogromne zadania. Co prawda jesteśmy już po uchwaleniu dużej części ważnych ustaw – których podmiotem prowadzącym było ministerstwo spraw wewnętrznych – choćby dezubekizacyjnej, ale przed wdrożeniem kolejnych już uchwalonych i niezwykle istotnych 
– mówi naszemu portalowi poseł Czartoryski.

Konkretnie chodzi o dwie ważne ustawy.

Pierwsza z nich dotyczy powołania Biura Nadzoru Wewnętrznego, która daje nowemu ministrowi realne możliwości cywilnego nadzoru nad służbami mundurowymi. Z drugiej strony na ministrze spraw wewnętrznych spocznie gigantyczna odpowiedzialność. Od tego momentu takie sytuacje, jak ta, która miała miejsce we Wrocławiu (chodzi o głośna sprawę śmierci Igora Stachowiaka – przyp. red), przed parlamentem będą przedstawiane nie jako dokument komendanta głównego policji, ale w świetle oceny szefa MSWiA – który do oceny zdarzenia ma Biuro Nadzoru Wewnętrznego 
– wyjaśnia parlamentarzysta.

W związku z tym Joachim Brudziński jest pierwszym od wielu lat ministrem, który będzie posiadał skuteczne narzędzie do sprawowania realnego cywilnego nadzoru nad służbami mundurowymi w Polsce 
– podkreśla szef sejmowej komisji administracji i spraw wewnętrznych.

Druga ważna ustawa – która wyszła z parlamentu również pod koniec ubiegłego roku – dotyczy Służby Ochrony Państwa – nowej służby, która powstanie po likwidacji Biura Ochrony Rządu. Ustawa jest odpowiedzią na zagrożenia, które przyniósł ze sobą XXI wiek, i które widzimy na przykład w Europie Zachodniej. I podobnie jak w pierwszym przypadku – minister otrzymuje tu pewien instrument, ale i ciąży na nim ogromna odpowiedzialność, ponieważ Służba Ochrony Państwa obejmie znacznie większy obszar działalności niż miało BOR 
– tłumaczy poseł PiS. 

Jego zdaniem, Joachim Brudziński doskonale poradzi sobie z nowymi obowiązkami. 

Myślę, że te dwie ustawy, nadając ministrowi nowe kompetencje, jednocześnie warunkują, aby na stanowisku szefa MSWiA stał ktoś, kto w sposób godny wypełni swoje zadania. Pan minister Joachim Brudziński jest znany od wielu lat w Prawie i Sprawiedliwości jako osoba – będąca w ścisłym kierownictwie partii – która potrafiła podejmować trudne decyzje, choćby personalne. Moim zdaniem, jest to właściwa osoba na właściwym miejscu, która nie dosyć, że będzie skutecznie kontynuowała prace rozpoczęte przez ministra Mariusza Błaszczaka, to również doskonale poradzi sobie z nowymi wyzwaniami. Mam tu na myśli między innymi kontynuację odbudowy sieci posterunków policji w mniejszych miejscowościach oraz komend straży pożarnej. Joachim Brudziński doskonale zna bolączki lokalnej Polski. W trakcje setek wyjazdów, jeszcze z czasu opozycji, w najróżniejsze zakątki Polski, poznał doskonale postulaty lokalnych środowisk. Polacy tego oczekują – modernizacji i unowocześniania służb, które są blisko ludzi 
– zaznacza poseł Arkadiusz Czartoryski.

Źródło: niezalezna.pl


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

"Atak paniki": debiut gorący jak wulkan. RECENZJA

Kadr z filmu "Atak paniki" / mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

W „Ataku paniki” emocje bohaterów sięgają krawędzi, za którą czaić się może już tylko szaleństwo. Nic dziwnego, że kipiący od ekspresji debiut Pawła Maślony jest jednym z najgłośniejszych filmowych wydarzeń sezonu.

Maślona zawiązuje akcję w samym środku zdarzeń - bez ceregieli i na dzień dobry funduje widzom scenę samobójstwa jednego z bohaterów, by minuta po minucie intensyfikować napięcie jeszcze bardziej. Niemal równolegle toczy się kilka historii - zestresowana i ciężarna panna młoda (Julia Wyszyńska) nie może doczekać się męża, uzależniony od gier komputerowych kelner (znakomity Bartłomiej Kotschedoff) pada ofiarą ataku hakerskiego, wracające z wakacji małżeństwo (przezabawni Artur Żmijewski i Dorota Segda) zmaga się z natrętnym współpasażerem, a spragniona miłosnego spełnienia pisarka kryminałów (poruszająca rola Magdaleny Popławskiej) gaśnie w oczach, gdy kolejny mężczyzna odprawia ją z kwitkiem. Gdzieś w domu na przedmieściach, gdy dorośli imprezują, za ścianą nastolatkowie (a wśród nich Nicolas Przygoda znany z „Placu zabaw” Bartosza M. Kowalskiego) wyruszają w swój pierwszy trip po marihuanie, gdzie indziej młoda kobieta (Aleksandra Pisula), podczas spontanicznego spotkania z koleżankami, drży ze strachu przed tym, że wstydliwa prawda o jej karierze zawodowej ujrzy światło dzienne.

Każdy wątek, choć początkowo trudno to dostrzec, łączy się z resztą historii, a akcja została zbudowana w taki sposób, by widz czerpał przyjemność z domyślania się i samodzielnego odkrywania tych połączeń. Podobnie jak we wcześniejszej etiudzie Maślony pt. „Magma”, bohaterowie są doprowadzani na skraj załamania nerwowego, za którym może czaić się już tylko szaleństwo. Atmosferę narastającego napięcia doskonale buduje zarówno obsada (oprócz wymienionych już aktorów Maślona do współpracy zaprosił m.in. Grzegorza Damięckiego, Andrzeja Konopkę, Mirosława Haniszewskiego i Annę Romantowską), ciekawy montaż Agnieszki Glińskiej, jak i przyprawiająca o dreszcz niepokoju muzyka Radzimira Dębskiego.

W finale rodzi się nowy człowiek, którego pojawienie się niejako rekompensuje samobójstwo z pierwszej sceny filmu. Jak się okazuje, to tylko chwilowa ulga, bo ostatnie słowa, jakie padają w filmie, brzmią: „Nic już nie ma”. Debiutujący pełnometrażowo reżyser brawurowo rozprawia się z nękającymi dzisiejsze społeczeństwo „atakami paniki”, chociażby dotyczyły spraw pozornie tak błahych jak kiepski żart internetowego trolla. Wnioski, które wyciągamy z filmu Maślony są gorzkie i zabarwione nihilizmem, ale podane w tak zabawnej i atrakcyjnej formie, że podobnie jak niegdyś obrazy Marka Koterskiego, oprócz smutnej autorefleksji, wywołują uśmiech na twarzy.
 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl