Teraz lider KOD-Kapeli jest za akcją "Ratujmy Kobiety". Wcześniej został skazany za... handel kobietami

Zdjęcie ilustracyjne / fot. Tomasz Adamowicz/Gazeta Polska

Lider KOD-Kapeli, autor hymnu Komitetu Obrony Demokracji, zamieścił na Facebooku wpis stanowiący formę poparcia dla projektu "Ratujmy Kobiety" i krytykę podziałów w głosowaniach nad tym projektem wśród parlamentarnej opozycji. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdy nie fakt, że kapelmistrz KOD usłyszał w niedalekiej przeszłości wyrok za... handel kobietami.

Głosowanie nad przyszłością projektu "Ratujmy Kobiety", mającego liberalizować dotychczasowe prawo aborcyjne, wyraźnie podzieliło opozycję parlamentarną. W atmosferze wzajemnych zarzutów za nieobecność na sali sejmowej czy głosowanie za odrzuceniem projektu z Nowoczesnej odszedł jeden poseł, a trzech zawiesiło członkostwo w partii, zaś zarząd PO zdecydował o "dyscyplinarnym" wyrzuceniu trzech parlamentarzystów, a także nałożeniu kar na innych "niepokornych". 

Posypało się wiele głosów krytykujących opozycję i to ze strony mediów i osób dotychczas jej przychylnych. "Za" akcją "Ratujmy Kobiety" stanął również lider KOD-Kapeli, wrzucając na Facebooka post ze swoistą "listą hańby". 

Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to za nic innego jak handel kobietami kapelmistrz KOD został skazany przez sąd na 6,5 roku pozbawienia wolności. Według sądu, stał on na czele grupy handlarzy żywym towarem, która w latach 2004-2006 zwerbowała i zmusiła do pracy w nocnych klubach we Włoszech i Grecji ok. 100 kobiet.

CZYTAJ WIĘCEJ: Autor hymnu KOD skazany na 6,5 roku więzienia

Źródło: Facebook, niezalezna.pl


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

"Atak paniki": debiut gorący jak wulkan. RECENZJA

Kadr z filmu "Atak paniki" / mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl, \"Gazety Polskiej\" i \"Gazety Polskiej Codziennie\".

Kontakt z autorem

W „Ataku paniki” emocje bohaterów sięgają krawędzi, za którą czaić się może już tylko szaleństwo. Nic dziwnego, że kipiący od ekspresji debiut Pawła Maślony jest jednym z najgłośniejszych filmowych wydarzeń sezonu.

Maślona zawiązuje akcję w samym środku zdarzeń - bez ceregieli i na dzień dobry funduje widzom scenę samobójstwa jednego z bohaterów, by minuta po minucie intensyfikować napięcie jeszcze bardziej. Niemal równolegle toczy się kilka historii - zestresowana i ciężarna panna młoda (Julia Wyszyńska) nie może doczekać się męża, uzależniony od gier komputerowych kelner (znakomity Bartłomiej Kotschedoff) pada ofiarą ataku hakerskiego, wracające z wakacji małżeństwo (przezabawni Artur Żmijewski i Dorota Segda) zmaga się z natrętnym współpasażerem, a spragniona miłosnego spełnienia pisarka kryminałów (poruszająca rola Magdaleny Popławskiej) gaśnie w oczach, gdy kolejny mężczyzna odprawia ją z kwitkiem. Gdzieś w domu na przedmieściach, gdy dorośli imprezują, za ścianą nastolatkowie (a wśród nich Nicolas Przygoda znany z „Placu zabaw” Bartosza M. Kowalskiego) wyruszają w swój pierwszy trip po marihuanie, gdzie indziej młoda kobieta (Aleksandra Pisula), podczas spontanicznego spotkania z koleżankami, drży ze strachu przed tym, że wstydliwa prawda o jej karierze zawodowej ujrzy światło dzienne.

Każdy wątek, choć początkowo trudno to dostrzec, łączy się z resztą historii, a akcja została zbudowana w taki sposób, by widz czerpał przyjemność z domyślania się i samodzielnego odkrywania tych połączeń. Podobnie jak we wcześniejszej etiudzie Maślony pt. „Magma”, bohaterowie są doprowadzani na skraj załamania nerwowego, za którym może czaić się już tylko szaleństwo. Atmosferę narastającego napięcia doskonale buduje zarówno obsada (oprócz wymienionych już aktorów Maślona do współpracy zaprosił m.in. Grzegorza Damięckiego, Andrzeja Konopkę, Mirosława Haniszewskiego i Annę Romantowską), ciekawy montaż Agnieszki Glińskiej, jak i przyprawiająca o dreszcz niepokoju muzyka Radzimira Dębskiego.

W finale rodzi się nowy człowiek, którego pojawienie się niejako rekompensuje samobójstwo z pierwszej sceny filmu. Jak się okazuje, to tylko chwilowa ulga, bo ostatnie słowa, jakie padają w filmie, brzmią: „Nic już nie ma”. Debiutujący pełnometrażowo reżyser brawurowo rozprawia się z nękającymi dzisiejsze społeczeństwo „atakami paniki”, chociażby dotyczyły spraw pozornie tak błahych jak kiepski żart internetowego trolla. Wnioski, które wyciągamy z filmu Maślony są gorzkie i zabarwione nihilizmem, ale podane w tak zabawnej i atrakcyjnej formie, że podobnie jak niegdyś obrazy Marka Koterskiego, oprócz smutnej autorefleksji, wywołują uśmiech na twarzy.
 

Źródło: niezalezna.pl, Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl