Srogie kary za zakazane uściski

W Indiach publiczne okazywanie przyjaźni między płciami wciąż jest tabu i może drogo kosztować. Dwójkę uczniów z Kerali, którzy objęli się po szkolnym występie, wydalono ze szkoły. Dopiero po pół roku sądowej walki i nacisku mediów mogli wrócić do nauki.

Pod koniec lipca 2017 w szkole średniej świętego Tomasza w Triwandrum, na południu Indii, zakończył się koncert. 16-letnia uczennica zeszła ze sceny, a kolega objął ją gratulując występu. Następne sześć miesięcy stało się piekłem dla obojga nastolatków.

Przyjacielski gest zwrócił uwagę nauczycielki. Głośno krzycząc zabrała oboje do wicedyrektora szkoły. Tam otrzymali ledwie słowne upomnienie. Jednak trzy dni później ojciec chłopaka został wezwany do szkoły, gdzie Rajan Verghese, sekretarz stowarzyszenia prowadzącego tę instytucję, oskarżył nastolatków o niemoralne zachowanie.

- Nazwał mojego syna vithukalą (bykiem w okresie godowym), a także obrzucił wieloma innymi obraźliwymi słowami. On (sekretarz Verghese - PAP) powiedział mi, że powinienem raczej zabić mojego syna niż wychowywać go w ten sposób - powiedział ojciec oskarżonego chłopaka portalowi The News Minute.

Na następnym spotkaniu w połowie sierpnia władze szkoły pokazały prywatne zdjęcia nastolatka z portalu społecznościowego Instagram. Ich zdaniem były obsceniczne. Z taką oceną nie zgadza się chłopak, który twierdzi, że niczym nie różnią się od tych zamieszczanych przez jego rówieśników.

Wypadki potoczyły się szybko i pod koniec września oboje uczniów z wilczym biletem wylecieli ze szkoły. Odtąd inne placówki konsekwentnie odmawiały ich przyjęcia.

- Kerala ma najwyższy w Indiach odsetek osób potrafiących czytać. Sięga prawie 100 proc. Edukacja jest ważna i dostępna dla Keralczyków 

- tłumaczy Reshmi Vasudevan, która pochodzi z północnej Kerali. "Co zaskakujące, jednocześnie jest wciąż konserwatywna obyczajowo" - ocenia.

- Tak niezdyscyplinowane zachowania nie będą tolerowane w tak prestiżowej instytucji jak nasza. Chłopcy i dziewczęta nie mogą się obejmować na terenie szkoły. Nie tylko nasza instytucja, ale żaden z uniwersytetów lub szkół w Kerali nie pozwoli na takie zachowanie - powiedział portalowi The News Minute sekretarz Verghese.

Szkoła św. Tomasza jest koedukacyjną placówką prowadzoną przez stowarzyszenie związane z Malankarskim Syryjskim Kościołem Ortodoksyjnym, który według tradycji miał założyć apostoł Tomasz. Prestiżowa placówka szczyci się świetnymi wynikami nauczania i dyscypliną.

- Powszechne jest narzucanie określonych zachowań między płciami w sferze publicznej. Dotyczy to niemal całych Indii - zaznacza.

W ubiegłym roku w stanie Uttar Pradeś, nowy premier Yogi Adityanath powołał do życia patrole policji nazywane popularnie "antyromeo". Miały za zadanie ścigać młodych mężczyzn, którzy molestują kobiety. Okazało się jednak, że policja ściga również pary na randkach.

- Musimy teraz mówić policji, że mój kolega ze studiów jest moim bratem lub kuzynem. Tak jest najłatwiej - mówi Astha Kumar, studentka z Gorkhapur w stanie Uttar Pradeś.

To samo powiedziała studentka dyrektorce szkoły wyższej Brennen w Thalassery w Kerali. Według relacji studentki dyrektorka NL Beena na początku lutego miała wypominać młodej kobiecie nieprzystojne przebywanie z innym studentem na przerwie między zajęciami, na terenie kampusu. Studentka przyparta do muru powiedziała, że wszyscy starsi studenci nazywani są tam braćmi. U dyrekcji interweniował związek studencki.

Rodzice uczniów z Kerali, których wydalono ze szkoły św. Tomasza za przyjacielski uścisk, odwołali się do stanowej Komisji Dziecka i Sądu Najwyższego w Kerali. Komisja przyznała rodzicom rację, lecz sąd uznał, że szkoła może wprowadzać własny regulamin zachowania.

Dopiero na początku 2018 r. pod presją mediów i otwartego listu pisarza i polityka Shashi Tharoor, dopuszczono oboje do nauki w tej szkole.

Źródło: PAP, niezalezna.pl


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

„W chlewie paniczny kwik” – poeta, który przewidział koniec elit III RP dziś w Wywiadzie z chuliganem

/ arch.

„Całe życie przy korycie. Egzystencja, by żreć. Rozpoczęte świniobicie, sądny dzień, sądna rzeź” – taki koniec elit III RP przewidział w 2003 r. młody, długowłosy poeta Krzysztof „Zyziu” Konieczka w wierszu „Świniobicie”. Happener z Akcji Alternatywnej Naszość, muzyk trash-metalowy i twórca formacji rockandrollowo-osiedlowej „Lebioda” będzie dziś gościem Piotra Lisiewicza w „Wywiadzie z chuliganem” o godz. 22:15 w Telewizji Republika.

Pytany, co sądzi o tym, że wielu uznało teraz jego wiersz za spełnione proroctwo, odpowiada:   -

Świniobicie realizowane jest tylko częściowo, a powinno być głównym programem rządzących Polską, realizowanym bardziej radykalnie. Na to czekamy.

Licealny bunt przeciw elitom „Kulczykowa”

Kończył najbardziej elitarne I LO w Poznaniu, czyli Marcinka, gdzie uczęszczał wraz z dziećmi poznańskich nowobogackich elit, m. in. Sebastianem Kulczykiem i jego żoną. - W Marcinku panowała duszna atmosfera. Wyścig szczurów, pęd do kariery, walka o bliskość do Kulczyka i innych dzieci poznańskich elit. Niestety bardzo wkraczali w to nauczyciele, którzy wyraźnie faworyzowali te dzieci. Odreagowywałem tą duszną atmosferę, pisząc wiersze czy tworząc muzykę – mówi.

Gdy słyszy dziś tyrady Dominiki Kulczyk o wolności zagrożonej przez duszną atmosferę za rządów PiS, tylko się śmieje, wspominając tamten klimat:

- Totalne głupoty. Tego nawet nie ma co komentować. Mieli dużo kasy i na tym polegała ich wolność. Na wydawaniu tej kasy. A tej prawdziwej wolności nigdy w sobie nie mieli.

Bitwy osiedlowe na blokowiskach

Podobnie jak Patryk Jaki Konieczka chlubi się tym, że „stał pod blokiem”, na kultowym poznańskim Osiedlu Orła Białego. Formacja rockandrollowo-osiedlowa „Lebioda” opisywała ten świat w swoich piosenkach. - Każde osiedle miało swój centralny punkt, jakiś taki kompleks ławek, na których gromadziła się elita osiedla, najbardziej charakterni. Oni stanowili taką radę osiedla, dyskutowali o bardzo ważnych sprawach. Osiedla nie były bezpiecznymi miejscami, sam parę razy w mordę dostałem, ale nie uważam, by było to coś złego. Jak wiadomo, co cię nie zabije, to cię wzmocni – żartuje „Zyziu”.

Piosenki „Lebiody” takie jak „Ulice Starołęki” mówiły o osiedlowych wojnach, które na większą skalę przeradzały się w wojny kibiców:

- Takie postacie, jak liderzy kibiców, np. „Uszol” czy „Ryjok” bardzo elektryzowały młodych chłopaków. Były owiane legendą, kojarzyły się z mocą, siłą, charyzmą. Z władzą, ale taką nadaną z ludu, a nie przez jakieś urzędy czy partie polityczne. Był strach, ale też wielki autorytet.

Zakochany w przedstawicielce „najwspanialszej kasty”

Krzysztof Konieczka, czyli „Zyziu” (to od jego pseudonimu pochodzi nazwa rubryki Piotra Lisiewicza „Zyziu na koniu Hyziu” w Gazecie Polskiej) był też jednym z głównych twórców happeningów Akcji Alternatywnej Naszość, kontestujących postkomunę, oligarchię III RP, w tym jej sądy.

Głośno było nim, gdy ogłosił, że zakochał się w sędzi prowadzącej jego rozprawę w Sądzie Grodzkim. Stało się to po nietypowym wezwaniu do sądu, które otrzymał. - Oniemiałem! Było to wezwanie na rozprawę, która miała się odbyć 14 lutego, w dzień świętego Walentego. Zrozumiałem, że to tak naprawdę Walentynka, a pani sędzia się we mnie zakochała. Czułem się zaszczycony i nobilitowany, że zakochała się we mnie przedstawicielka najwspanialszej kasty. Romans chuligana z Naszości z wymiarem sprawiedliwości mógł być niesamowicie namiętny – opowiada.

Ponieważ był zakochany i pewny wzajemności sędzi Katarzyny Trawińskiej, złożył wniosek o wyłączenie jej z prowadzenia sprawy, gdyż mogła nie być bezstronna. Rozpatrzyła je inna sędzia, Izabela Hantz-Nowak, która orzekła, że wyłączenia nie będzie, bo koleżanka go nie kocha (PISMO PONIŻEJ). - To pismo to był dla mnie prawdziwy wstrząs. Nagle zmiana o 180 stopni. Że ona mnie w ogóle nie zna, że to nie była Walentynka… To był cios w moje serce i rana, którą mam w sobie do dzisiaj – opowiada Konieczka.

Nie pomogło przyniesienie do sądu 51 Harlequinów (bo członkowie Naszości obwinieni byli z paragrafu 51), ani transparenty „Nie ma miłości bez pozbawienia wolności”, „Hej sędzino, chodź na wino” oraz „W sądach z betonu nie ma wolnej miłości”

Klub "Gazety Polskiej" i bitwa pod Miłosławiem

Z racji na swój rodzinny, patriotyczny rodowód, Konieczka angażował się zawsze w akcje dotyczące pamięci o polskiej historii. „Naprzeciw niepamięci” zatytułowany był jego poetycki tomik. „Pomniki hańby” – to była strona internetowa, która przyczyniła się do zmiany nazwy wielu ulic, szczególnie w małych miastach. Niedawno, jako szef Klubu "Gazety Polskiej" w Miłosławiu, Konieczka współorganizował rekonstrukcję bitwy pod Miłosławiem, a także wspierał raperów z grupy True Skull, którzy nagrali utwór „Bitwa pod Miłosławiem”.

Program „Wywiad z chuliganem” jest koprodukcją Radia Poznań i Telewizji Republika. W radiu można posłuchać go w soboty o godz. 16. Premiera w Telewizji Republika w każdą niedzielę o godz. 22:15.

Archiwalne odcinki dostępne są na kanale YouTube Radia Poznań. Poniżej pismo sądowe, które zniszczyło marzenia Krzysztofa Konieczki:

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl