Kto majstrował przy skrzydle Tu-154? Odpowiadamy "Gazecie Wyborczej"

/ GP

Grzegorz Wierzchołowski

Współzałożyciel portalu niezależna.pl, którego jest redaktorem naczelnym. Publikuje również w tygodniku „Gazeta Polska”, dzienniku „Gazeta Polska Codziennie” i miesięczniku „Nowe Państwo”.

Kontakt z autorem

Powstaje raport dotyczący nagrań z kamer przemysłowych z nocy poprzedzającej wylot Tu-154 nr 101 do Smoleńska – dowiedziała się „Gazeta Polska”. Lotniskowe kamery zarejestrowały nie tylko nieprawidłowości w pracy BOR, ale i osoby dokonujące nieustalonych czynności przy lewym skrzydle samolotu.

Tekst w "Gazecie Polskiej" zdążyła już zaatakować "Gazeta Wyborcza", twierdząc, że na nagraniu widać "techników z 36. Specjalnego Pułku latającego z VIP-ami", którzy "standardowo sprawdzali maszynę przed startem". "GW" napisała też, że nagrania z monitoringu były dobrze znane komisji Millera.

Odpowiadamy więc:

1. "Gazeta Polska" napisała, że na nagraniu widać prawdopodobnie właśnie techników lub inny personel wojskowy (choć pewności oczywiście nie ma, gdyż jakość filmu nie pozwala tego stwierdzić). Cytowaliśmy też fragment zeznań funkcjonariusza BOR, według którego "dostęp do samolotu mieli tylko technicy wojskowi". Szkopuł w tym, że tak długie czynności tych osób TYLKO przy lewym skrzydle nie wyglądają na "standardowe sprawdzanie maszyny przed startem".

2. "GP" stwierdziła też w tekście wyraźnie:

Z treści nagrań – dopóki nie da się ustalić więcej – nie ma co oczywiście robić sensacji. Ale biorąc pod uwagę wcześniejszy swobodny dostęp do samolotu Rosjan i „naprawy” przeprowadzane przez nich jeszcze w 2010 r., nie można lekceważyć niewytłumaczalnego faktu tak długiej obecności przy lewym skrzydle zarejestrowanych przez kamery osób.

3. "Wyborcza" twierdzi, że nagrania z monitoringu były znane komisji Millera. To możliwe - problem w tym, że treść tych nagrań nie była znana opinii publicznej. Podobnie było z ekspertyzą ws. wrakowiska (autorstwa firmy Smallgis), która była tak dobrze znana komisji Millera, że jej członkowie zamienili słowo "eksplozje" na "pożary". Natomiast opinia publiczna dopiero długo później zapoznała się z prawdziwą treścią dokumentu.


Na nagraniu z Wojskowego Portu Lotniczego Warszawa-Okęcie widać światło latarki – jest zbyt ciemno, a kamery za bardzo oddalone, aby można było dostrzec twarze osób znajdujących się przy lewym skrzydle Tu-154. Tuż przed godz. 5 w nocy, przez blisko 15 minut, zarejestrowani na nagraniu osobnicy dokonują jakichś czynności przy tej części skrzydła, gdzie według podkomisji smoleńskiej nastąpiła seria eksplozji (a zdaniem Rosjan i komisji Millera doszło do zderzenia z brzozą). Zdaniem doświadczonego samolotowego mechanika, z którym rozmawiała podkomisja, nikt z obsługi technicznej lub załogi nie robiłby niczego aż tak długo przy tym jednym elemencie maszyny (chyba że wystąpiłaby poważna awaria, a takiej przed samym wylotem nie odnotowano).

Kim była osoba zarejestrowana na nagraniu? Czy mógł być to ktoś z Biura Ochrony Rządu? Według naszych ustaleń to bardzo mało prawdopodobne – na pewno zaś nie była to rutynowa kontrola BOR.

Z zeznań funkcjonariusza Biura Sylwestra P., złożonego w śledztwie smoleńskim, jednoznacznie wynika bowiem, że kontrola samolotu Tu-154 przed wylotem do Smoleńska miała charakter rutynowy i pobieżny. Widać to zresztą także na nagraniu.

Na wojskowym lotnisku zapis prowadziło aż 18 kamer. Co ciekawe, część z nich nagrywała od godz. 3, ale zapis innych zaczyna się dopiero od godz. 4. Najciekawsze rzeczy zarejestrowano na dwóch: dziewiątej i jedenastej – dowiedziała się „Gazeta Polska”. 

Po pierwsze: dokładnie widać spotkanie kpt. Arkadiusza Protasiuka z gen. Andrzejem Błasikiem. Trwa ono około 3 sekund i jest standardowym zameldowaniem gotowości do lotu. Żadnej kłótni, a nawet krótkiej rozmowy tu nie było (choć niektóre media pisały swego czasu o specjalistach odczytujących przebieg rzekomej awantury z ruchu warg).

Po drugie: do samolotu przed odlotem miało dostęp wiele osób bez widocznego nadzoru BOR. BOR ograniczyło się do pobieżnej kontroli wewnątrz samolotu. Na nagraniu widać, jak do tupolewa wchodzą rozmaici ludzie i wnoszą tam – nie niepokojeni przez służby – różne przedmioty. – W USA, przy Air Force One, taka sytuacja byłaby nie do pomyślenia – mówi „GP” jeden z członków podkomisji smoleńskiej.

Po trzecie: nagranie dowodzi, że niektórzy funkcjonariusze BOR dokonujący sprawdzenia samolotu, kłamali. W zeznaniach śledczych jeden z pracowników Biura mówił np., że dokładna kontrola pirotechniczna z psem wewnątrz maszyny nie była możliwa, gdyż w czasie jej przeprowadzania pracowały silniki samolotu. Na nagraniu widać, że to nieprawda: silniki nie były włączone. Z nagrania wynika zresztą, że kontrola z psem trwała najwyżej kilka minut. 

Wreszcie, po czwarte (o czym już wspomniano na początku): zarejestrowano osoby robiące coś dłuższy czas przy lewym skrzydle, choć teoretycznie nie było takiej potrzeby. Byli to technicy, jakiś inny personel wojskowy czy może BOR-owcy, którzy na lotnisku pojawili się już około godz. 3.30?

Ten ostatni scenariusz wydaje się najmniej prawdopodobny. W nocy z 9 na 10 kwietnia 2010 r. na lotnisku wojskowym w Warszawie funkcjonariusze BOR – jak w wypadku każdego lotu z udziałem osób chronionych przez Biuro – pełnili tzw. dyżur pirotechniczny. Przed katastrofą smoleńską do sprawdzenia samolotu delegowani zostali na lotnisko trzej funkcjonariusze BOR: dowódca grupy Krzysztof D., starszy pirotechnik Sylwester P., pirotechnik kierowca Kamil K. oraz pirotechnik-przewodnik psa służbowego Mirosław B. Jak ustaliła „Gazeta Polska”, pirotechników delegował do sprawdzenia tupolewa szef Wydziału I BOR ppłk Krzysztof Gierasiński.

Ekipa BOR była na lotnisku około godz. 3:30, a „gotowość do działań przed wylotem samolotu” osiągnięto koło godz. 5. Oprócz kontroli pirotechnicznej BOR zabezpieczył terminal i recepcję (chor. Marta N. i sierż. Tomasz B.), podjazd (chor. Wiesław B.), płytę lotniska (mł. chor. Artur J.), bramę wjazdową (st. chor. Mariusz M., sierż. Jacek M. i Marcin C.), sprawdził pasażerów (ppor. Piotr N.) i catering dostarczony do Tu-154 przez spółkę LOT Catering (kpr. Łukasz C.). Odnotujmy, że film z kamer dowodzi, iż „zabezpieczenie” cateringu nie obejmowało sprawdzenia pod kątem pirotechnicznym.

Jak wyglądała kontrola reszty samolotu? Na pewno nie prowadzono jej na skrzydle, i to aż przez kwadrans, gdyż nagranie pokazuje, że pirotechnicy BOR przebywali krócej w dużo bardziej newralgicznych miejscach. „Sprawdzenie samolotu jest sprawdzeniem pod kątem tego, czy w miejscach ogólnodostępnych, gdyż do takich mamy dostęp, znajdują się przedmioty bądź materiały niebezpieczne. Sprawdzenie nie doprowadziło do ujawnienia tego rodzaju materiałów. Było to rutynowe sprawdzenie” – wyjaśniał śledczym Sylwester P. W innym miejscu P. jeszcze raz podkreślił: „Jak już mówiłem, jeżeli chodzi o samolot, to mamy wyłącznie dostęp do miejsc ogólnodostępnych. Nie sprawdzamy miejsc, do których dostęp mają wyłącznie technicy i mechanicy”. Według informacji „GP”, pirotechnicy przeszli się po prostu wzdłuż samolotu. Inny funkcjonariusz BOR Piotr S., odpowiedzialny za całokształt zabezpieczenia portu lotniczego, potwierdził, że jedynie wojsko miało dostęp do miejsc, których nie sprawdzili pirotechnicy Biura Ochrony Rządu:

„Dostęp do samolotu mają tylko technicy wojskowi, załadunkiem bagaży zajmuje się wojskowy personel. Nikt więcej nie ma dostępu do maszyny”. 

Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

Nowa "Gazeta Polska" już jest w Waszych kioskach. Polecamy!https://t.co/ZvUGL4rOIK - #GazetaPolska pic.twitter.com/hitrfHzply

— Gazeta Polska (@GPtygodnik) 21 lutego 2018

 

Źródło: Gazeta Polska


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Inka i Łupaszko już wrócili. Teraz czas na Zygmunta Nowakowskiego! ZOBACZ FILM

/ arch.

Przed wojną jego felietony czytały co tydzień 4 miliony Polaków. W 1955 r. na stadionie w Manchesterze przemawiał do 8 tysięcy emigrantów: „Rzekoma Polska, w której rządzą agenci sowieccy, jest oszustwem! Głosić to jest naszym wielkim, zbiorowym obowiązkiem”. Tłum powtórzył za nim mickiewiczowską przysięgę, dla braci w sowieckich łagrach: „Jeśli zapomnę o nich Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie!”. Władze w PRL wpadły we wściekłość i oskarżyły Zygmunta Nowakowskiego o stworzenie „atmosfery terroru moralnego”. Dziś, w III RP, próbuje się zamilczeć pamięć o nim, bo jego twórczość, podobnie jak Józefa Mackiewicza, to bomba z opóźnionym zapłonem.

Poniżej obejrzeć mogą Państwo niezwykłą rozmowę z dr Pawłem Chojnackim, historykiem, który walczy o przywrócenie pamięci o duchowym przywódcy niezłomnej emigracji.


„Pies warujący na sztandarze polskości”

- Ktoś kiedyś nazwał go „psem warującym na sztandarze polskości”. Nie uważał tego za obraźliwie, uznawał, że to jego rola. Gdyby we wrześniu 1939 r. trafiła go bomba, miałby dziś w Krakowie swój pomnik, ulicę i szkołę swojego imienia. Ale nie ma, bo przeżył, a to co pisał i mówił o komunizmie i nowych elitach, jest dla nich nie do przyjęcia do dziś – powiedział dr Chojnacki w „Wywiadzie z chuliganem” w Telewizji Republika.


- Sprawa Zygmunta Nowakowskiego to najbardziej drastyczny przykład, jak skuteczna może być chirurgia pamięci. On przed wojną miał popularność dzisiejszych celebrytów. Gdy siadał w krakowskich kawiarniach, ludzie zatrzymywali się przed nimi. Był jednym z ostatnich ludzi renesansu, mających wielkie osiągnięcia w bardzo odmiennych dziedzinach – ocenia historyk.

Zasięg jego felietonów publikowanych w „Ikacu”, redakcja szacowała na 4 miliony czytelników, bo podawano je sobie z rąk do rąk.
 

Zygmunt Nowakowski bije na głowę Pawła Jasienicę
Zdaniem dr Chojnackiego, gdyby III RP była krajem w pełni suwerennym, o Nowakowskim uczono by w szkołach.

- Przecież „Wieczory pod dębem”, czyli jego książka składająca się z felietonów historycznych, opracowana przez Lidię Ciołkoszową, bije na głowę Pawła Jasienicę. Próbowałem czytać Jasienicę po latach i nie bardzo się chciało, za dużo tam gomułkowskich wtrętów. U Nowakowskiego jest większy oddech, to jest książka nie przynależąca do historii literatury, tylko ciągle żywa. Powinna znaleźć się wypisach szkolnych, licealnych i gimnazjalnych – mówi Paweł Chojnacki.


Wystarczy posłuchać legendarnego wystąpienia Zygmunta Nowakowskiego na stadionie w Manchesterze (jego fragment obejrzeć można w programie od 20 minuty), by zrozumieć powody zamilczania pisarza. Nowakowski przeciwstawił się propagandzie władz PRL, które twierdziły, że emigranci powinni wrócić i włączyć się w budowę nowe rzeczywistości: - Nęcą nas i wabią, wołając: >>Budujcie razem z nami nasz polski, własny, cały dom!<<. Nieprawda! Ten dom nie jest ani polski, ani własny, ani cały.


Zbrodniarze, zrobiliście z Polski jedno wielkie więzienie!
Pytał też w owym przemówieniu: - Propaganda warszawska cynicznie obiecuje nam rozgrzeszenie z naszych win i zbrodni. Jakież to zbrodnie, jakie winy? I kto ma nas z nich rozgrzeszać? Zbrodniarze, którzy z Polski zrobili jedno wielkie więzienie?


Gdy propaganda PRL obiecywała emigrantom normalizację, przypominał w dramatycznym apelu o tych, którzy siedzą w sowieckich łagrach: - Manifestacja dzisiejsza poświęcona jest także sprawie tysięcy, tysięcy Polaków, którzy dogorywają gdzieś w łagrach sowieckich, w stepach czy tajgach. To nasi bracia. Mam do wszystkich obecnych prośbę. Prośbę, byśmy po cichu, w duszy, albo nawet głośno, powtórzyli pewne słowa. Jest u Mickiewicza moment, gdy jeden z więźniów w celi bazyliańskiej, Sobolewski, opisuje scenę wywożenia Polaków na Sybir. Kończy ten opis, składając przysięgę: „Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie, zapomnij o mnie!”.


Słowa przysięgi powtórzył głośno cały stadion, a władze komunistyczne zawrzały i oskarżyły Zygmunta Nowakowskiego o stworzenie „atmosfery terroru moralnego”. Odpowiadał: - Manchester zalazł im mocno za skórę, był zaś aktem nie terroru moralnego, ale siły moralnej. Wszystkie apele wzywające nas do powrotu spaliły na panewce.


Cała rozmowa o celowo zamilczanym pisarzu, przywódcy duchowym niezłomnej emigracji poniżej:
 

 

Źródło: niezalezna.pl, Radio Poznań

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl