Przywracanie właściwych proporcji

Uderz w stół, nożyce się odezwą – wielkie poruszenie postkomuny wywołało przyjęcie przez rząd projektu umożliwiającego degradację ze stopni oficerskich przywódców PRL służących Moskwie.

Generał Koziej, znany jako „Szogun” i przyboczny prezydenta Bronisława Komorowskiego, raczył skomentować ten projekt na portalu społecznościowym tymi słowy: „Degradowanie bez sądu nieżyjących żołnierzy to polityka kadrowa w zaświatach. Ciekawe, czy projektodawcy ustawy degradacyjnej uzgadniali ją ze... św. Piotrem?”. Pomijając fakt, że Jaruzelski i Kiszczak zapewne mogli nie mieć szans spotkać się ze św. Piotrem, lądując wprost za swoje czyny w piekle, gdzie przybić piątkę mogli raczej z Marchlewskim czy Dzierżyńskim, postkomunistyczny generał chyba nie zrozumiał, w czym rzecz. Otóż ten projekt nie dotyczy zaświatów, tylko żywych. Stanowi symboliczne – niestety tylko symboliczne, choć wolna Polska powinna uczynić to całkiem realnie za życia zdrajców z WRON-y – zadośćuczynienie i nazwanie czynów po imieniu. To najłagodniejsza kara, którą wobec Kiszczaka i Jaruzelskiego wymierza Rzeczpospolita – za służbę Moskwie odbiera gwiazdki. Na ten akt sprawiedliwości Polacy czekali bardzo długo. Dopóki rządziły formacje układu postkomunistycznego – SLD, PSL czy PO – było to nie do pomyślenia. Nie tylko nie można było generałów odpowiedzialnych za stan wojenny i jego ofiary pociągnąć do odpowiedzialności. Wymiar sprawiedliwości, którego nie tknęła dekomunizacja, stał na straży tych komunistycznych zbrodniarzy.

W przestrzeni publicznej funkcjonowali jako „ludzie honoru”, którzy „przyczynili się do polskich przemian”. Jaruzelski był gościem honorowym wizyty Bronisława Komorowskiego w Moskwie, a gdy umierali kolejni członkowie WRON-y, mieli uroczyste pogrzeby państwowe z wojskową oprawą, zapewnioną przez ówczesnego ministra obrony Tomasza Siemoniaka z PO. 

1 marca, w dzień pamięci Żołnierzy Wyklętych, rząd przyjął projekt przepisów, które pozwolą na pozbawienie oprawców nienależnych im tytułów wojskowych, ale jednocześnie przywrócą właściwą rangę ludziom, którzy walczyli o wolność. Jak polskim oficerem może być ten, kto organizował akcję dławienia Solidarności? Kto uczestniczył w pacyfikacji w Grudniu 1970 roku czy w „Wujku” w 1981?

Proponowane przez rząd Morawieckiego przepisy jasno wyznaczają linię podziału – stają po stronie ofiar przeciw złu.  A zatem, w projekcie chodzi o osoby, które pełniąc funkcje służbowe lub zajmując stanowiska dowódcze, kierowały działaniami mającymi na celu zwalczanie polskiego podziemia niepodległościowego w latach 1943–1956, oraz tych, którzy uczestnicząc w zwalczaniu polskiego podziemia niepodległościowego, dokonywali drastycznych czynów. Stopnie stracą także ci, którzy w latach 1943–1990 swoją postawą sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu, wydając rozkazy użycia broni palnej wobec ludności cywilnej. Ustawa obejmie również sędziów i prokuratorów w organach wojskowej służby sprawiedliwości, którzy oskarżali albo wydawali wyroki wobec żołnierzy i osób cywilnych za działalność na rzecz niepodległości Polski. Dotyczyć będzie też tych wojskowych generałów, którzy pełniąc funkcje służbowe, inicjowali lub dopuszczali się prześladowań żołnierzy ze względu na religię i pochodzenie. I oczywiście projekt obejmie członków Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, odpowiedzialnych za wprowadzenie stanu wojennego. Jak widać z zapisów projektu ustawy, powodów do utraty z mocy prawa stopni generalskich przez Wojciecha Jaruzelskiego i Czesława Kiszczaka będzie aż nadto. 

Ustawa degradacyjna komunistycznych generałów to ważna sprawa dla budowy nowoczesnej, silnej armii suwerennego państwa. To jasny sygnał dany w dzień święta Pileckiego, Cieplińskiego, „Orlika” i „Zapory” – to na ich systemie wartości opiera się wolna Polska. Dla nich cześć i chwała.

Szeregowym Jaruzelskiemu i Kiszczakowi, stojącym przecież w jednym szeregu z Marchlewskim i Dzierżyńskim – wieczny wstyd i potępienie.  
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Najbardziej proizraelski prezydent

Donald Trump to najbardziej proizraelski prezydent USA od czasów Harry’ego Trumana, który 70 lat temu pomógł państwu żydowskiemu powstać. Obecny gospodarz Białego Domu nie tylko przeniósł ambasadę USA z Tel Awiwu do Jerozolimy, lecz również wyprowadził Stany Zjednoczone z Rady Praw Człowieka ONZ, piętnując oficjalnie uprzedzenia tego ciała do Izraela. Nie są to zarzuty bezpodstawne.

Według „Le Figaro”: „Rada przyjęła 78 uchwał przeciwko Izraelowi, to znaczy więcej niż przeciw wszystkim innym krajom razem”. Mimo to krok prezydenta Trumpa spotkał się z ostrą krytyką wielu państw, podobnie zresztą jak decyzja o zmianie siedziby ambasady. Nie jest rolą Polski, by w takiej sytuacji recenzować działania swojego strategicznego partnera. Należy jednak z posunięć amerykańskiego prezydenta wyciągnąć wnioski. Jako pewnik możemy przyjąć w Warszawie, że obecnie nie jest możliwe równoczesne pozostawanie w dobrych stosunkach z USA i prowadzenie jakiegokolwiek poważnego sporu ze środowiskami żydowskimi i samym Izraelem. Taki stan rzeczy generuje pewne koszty chociażby w kontekście ustawy o IPN. Sojusze z silnymi zawsze jednak słabszych coś kosztują.

 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl