Kamil Stoch fenomenalnym zwycięstwem w Lillehammer pokazał, że należy do jednych z najwybitniejszych skoczków narciarskich na świecie. Było to jego 28. zwycięstwo w Pucharze Świata, ale jest jeszcze sporo do zrobienia - w klasyfikacji najczęściej wygrywających w pucharowych zawodach Polak zajmuje 6. miejsce.

"/>

Stoch w gronie legend skoków narciarskich

Kamil Stoch / by Piotr Drabik, CC BY 2.0, https://www.flickr.com/photos/drabikpany/6861419951

Kamil Stoch fenomenalnym zwycięstwem w Lillehammer pokazał, że należy do jednych z najwybitniejszych skoczków narciarskich na świecie. Było to jego 28. zwycięstwo w Pucharze Świata, ale jest jeszcze sporo do zrobienia - w klasyfikacji najczęściej wygrywających w pucharowych zawodach Polak zajmuje 6. miejsce.

Najwięcej zwycięstw w zawodach Pucharu Świata w skokach narciarskich odniósł Austriak Gregor Schlierenzauer, który może jeszcze powiększyć ten dorobek, ale szanse są niewielkie, bo od dłuższego czasu znajduje się w słabej formie. 53 zwycięstw w prestiżowych konkursach nikt mu jednak nie odbierze. Jest on absolutnym liderem w tej klasyfikacji.

"Schlieri" przegonił nawet legendarnego Matti Nykänena, który kiedyś wyśrubował rekord do - wydawało się - niemożliwego poziomu 46 wygranych w Pucharze Świata. Fin od 1990 roku nie skacze już na nartach, ale w przeszłości był nie do doścignięcia w swoim fachu. To najwybitniejszy skoczek lat 80. XX wieku.

Na podium mamy Polaka - to Adam Małysz, który 39-krotnie wygrywał konkursy Pucharu Świata. Być może bez sukcesów Małysza dziś nie oglądalibyśmy tak znakomitej reprezentacji polskich skoczków. W momencie, gdy Adam odnosił wielkie wygrane, byli oni jeszcze dziećmi i z pewnością "Orzeł z Wisły" był dla nich pierwszym sportowym idolem.

Tuż za Małyszem znajduje się jego odwieczny rywal - Janne Ahonen. Fin odniósł 36 zwycięstw w Pucharze Świata i wciąż jeszcze skacze, lecz już bez większych sukcesów. Szanse na przegonienie Małysza są niemal równe zeru. Na piątym miejscu legendarny niemiecki skoczek Jens Weissflog. 33 razy stawał on na najwyższym stopniu podium w pucharowych konkursach.

Kamil Stoch, dzięki zwycięstwu w Lillehammer, wskoczył na 6. miejsce tej klasyfikacji. Z 28 zwycięstwami zajmuje to miejsce wespół z Martinem Schmittem. W przeciwieństwie do Niemca, ma jednak szansę powiększyć swój dorobek. Jeżeli tylko zdrowie pozwoli, niewykluczone, że w przyszłości nastąpić może nawet zmiana na podium. Tego życzymy Kamilowi i oczywiście nam samym - kibicom.

Najwięcej zwycięstw w zawodach Pucharu Świata:

53 - Gregor Schlierenzauer

46 - Matti Nykaenen

39 - Adam Małysz

36 - Janne Ahonen

33 - Jens Weissflog

28 - Martin Schmitt i Kamil Stoch

Źródło: niezalezna.pl


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Trener Nawałka zabrał głos po przegranym meczu. "Trzeba umieć z tym żyć"

Adam Nawałka / fot. Tomasz Hamrat/Gazeta Polska

Polska przegrała w kiepskim stylu z Kolumbią 0:3 w swoim drugim meczu mistrzostw świata i straciła szanse na awans do 1/8 finału. - Moi piłkarze dali z siebie wszystko. Przegraliśmy z bardzo silną drużyną - komplementował rywali na konferencji prasowej trener Adam Nawałka.

- Początek był wyrównany, chwilami inicjatywa należała do nas. Nasza strategią był atak od początku, zdobycie gola i uważna gra w obronie. Kolumbia okazała się jednak bardzo dobrze dysponowana i należą jej się gratulacje. Taki jest sport i trzeba to zaakceptować

 - dodał selekcjoner.

Jak dodał, zawodnicy włożyli wiele trudu w to spotkanie, walczyli do samego końca.

Kolumbia na prowadzenie wyszła w 40. minucie. Po rzucie rożnym James Rodriguez dośrodkował, a w polu karnym polskiego bramkarza uprzedził Yerry Mina.

- Mecz tak się ułożył, że przy wyrównanej grze straciliśmy bramkę po stałym fragmencie. Potem nie mieliśmy nic do stracenia, staraliśmy się zaatakować, zmienialiśmy skład na jeszcze bardziej ofensywny. To niestety skutkowało tym, że rywale mieli więcej miejsca na rozgrywanie akcji i w pełni to wykorzystali. Nadzialiśmy się na kontry i przegraliśmy 0:3

 - powiedział szkoleniowiec.

- Bardzo żałujemy, wszyscy jesteśmy źli, natomiast trzeba umieć z tym żyć, jutro jest następny dzień

 - dodał.

Nawałka w stosunku do pierwszego meczu, przegranego z Senegalem 1:2, dokonał w składzie czterech zmian. Szansę dostali Jan Bednarek, Bartosz Bereszyński, Jacek Góralski i Dawid Kownacki. Zabrakło w "11" m.in. Kamila Grosickiego i Jakuba Błaszczykowskiego, który w spotkaniu z "Lwami Terangi" został zmieniony już w przerwie.

- Kuba był do mojej dyspozycji, ale z powodu taktyki, jaką obrałem, zdecydowałem, że mecz zacznie na ławce. Planowałem wprowadzić go później, ale kontuzja Michała Pazdana spowodowała, że musiałem na boisko wpuścić Kamila Glika

 - tłumaczył Nawałka.

Według niego, wykorzystany został maksymalnie cały potencjał, jaki był w ofensywie.

- Zarówno graliśmy w ustawieniu 1-3-4-3, później przeszliśmy na czwórkę obrońców, wprowadziliśmy drugiego napastnika, natomiast okazało się, że dziś to było za mało

 - wskazał.

- Wszystkich boli to, co się stało, mnie chyba boli najbardziej, bo biorę za to odpowiedzialność. Taki jest sport, taka jest piłka i taki wynik jest wkalkulowany w to, co robimy

- podsumował.

To trzeci mundial w tym stuleciu, który kończy się dla Polaków praktycznie w ten sam sposób - po dwóch porażkach wiadomo, że trzeci mecz będzie stanowił pożegnanie, bo szans na awans do 1/8 finału już nie ma. W czwartek biało-czerwoni zmierzą się z Japonią.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl