Bolesna pomyłka PO

Po ostatnich wyczynach propagandowych PO można wnosić, że jej politycy działają wciąż wedle przekonania, że odpowiedzialność w polityce nie istnieje. Że Polacy mają krótką pamięć, a hipokryzja i manipulacja to najlepszy wobec wyborców sposób działania.

Sprawdzali to już nieraz i niestety, często z dobrym skutkiem. Teraz także – przypisując PiS własne cechy, usiłują wmówić Polakom, że istotą działania partii Jarosława Kaczyńskiego jest to, co było naczelną zasadą systemu stworzonego przez Donalda Tuska, czyli żerowanie na państwie. Otóż mocno się pomylili. 

Skoro opinia publiczna, wyborcy dają znać, że politycy nie powinni zarabiać dużo, że wejście do polityki nie oznacza wysokich uposażeń, że to misja i służba, że jej celem nie jest osobiste bogacenie się – PiS dostosowuje się do tego.

Zaproponowana przez lidera tej partii Jarosława Kaczyńskiego zmiana jest systemowa – porządkuje cały mechanizm wynagradzania osób pełniących funkcje publiczne w administracji rządowej i samorządowej, radnych wszystkich szczebli oraz parlamentarzystów i senatorów. Ci ostatni będą mieli o 20 proc. niższe uposażenia – oznacza to, że posłowie razem z dietą poselską będą otrzymywać około 8 tys. na rękę miesięcznie. To nadal więcej niż wiceministrowie, których posłowie PO oskarżali o chciwość, gdy do tak skrojonej pensji otrzymywali podwyższające te sumy premie. Teraz rozdzierają szaty nad propozycją PiS – obniżenie uposażeń posłom to zemsta na opozycji – krzyczą. A jest to wyciąganie wniosków z sytuacji, którą sami stworzyli – skoro jest to nieakceptowalne dla opinii publicznej, trzeba się dostosować i dotyczy to także opozycji. Vox populi, vox dei – panowie i panie z PO powinni to sobie, za Jarosławem Kaczyńskim, powtarzać codziennie. 

Obniżone zostaną także pensje w samorządach. Nie może być tak, że wójt zarabia więcej od ministra, a marszałek sejmiku – od wojewody. A ludzie związani z totalną opozycją umieją sobie świetnie radzić pod tym względem w samorządach. Nagrody, dodatki motywacyjne, dodatkowe fuchy w radach nadzorczych – nawet wprowadzili nieformalną zasadę w ramach koalicji PO-PSL, że samorządowcy z jednego szczebla, na przykład z gminy czy powiatu, dorabiają sobie w spółkach samorządowych podlegających sejmikowi, i na odwrót – radni sejmikowi piastują jednocześnie stanowiska w spółkach komunalnych miasta czy powiatu. Taki system, opisywany zresztą w „Gazecie Wyborczej” przed laty, działa w Warszawie i sejmiku mazowieckim. Także na poziomie parlamentarnym politycy PO umieli zadbać o siebie. Bronisław Komorowski w ostatnim dniu urzędowania jako marszałek Sejmu przyznał sobie ponad 20 tys. zł nagrody. Gdy Grzegorz Schetyna piastował tę funkcję – była to już suma 36 tys. zł. Czy panowie oddadzą te pieniądze? – to oczywiście pytanie z jasną odpowiedzią, że nie. A czy oddadzą miliony złotych koledzy Donalda Tuska, jak Krzysztof Kilian, który, jak wynika z rozmów zarejestrowanych w „Sowie”, został powołany na kilka miesięcy do jednej ze spółek skarbu państwa tylko po to, by otrzymać ponad 7 mln zł odprawy? A Aleksander Grad i projekt budowania elektrowni atomowej, który pochłonął blisko 200 mln zł, a z którego nie ma nic? Czy ktoś z PO poczuwa się do jakiejś odpowiedzialności za zmarnowanie tych pieniędzy?

Oczywiście, że nie. Podobnie jak nie poczuwają się do odpowiedzialności za umożliwienie wyprowadzania dziesiątek miliardów złotych na samym procederze związanym z VAT. O świadomym wprowadzaniu w przepisy o podatkach luki umożliwiającej niepłacenie VAT-u w czasie, gdy ministrem finansów w rządzie PO był Jacek Rostowski, ćwierkają od lat różne wróble, ale w PO, rzecz jasna, obowiązuje zasada, by iść w zaparte. Ostatnio przecież jedna z posłanek PO oświadczyła w telewizji, że za rządów PO nie było żadnych afer i wszystkie – Amber Gold, hazardowa czy VAT-owska – są wymyślone. No to teraz będzie można zweryfikować, jak to z tym VAT było. W najbliższym czasie zostanie powołana w Sejmie komisja śledcza „do zbadania prawidłowości i legalności działań oraz występowania zaniedbań i zaniechań organów i instytucji publicznych w zakresie zapewnienia dochodów Skarbu Państwa z tytułu podatku od towarów i usług i podatku akcyzowego”. Komisja będzie badać lata 2007–2015, okres rządów PO-PSL, ale gdyby słuchać PO, tylko szalonym zbiegiem okoliczności lata te oznaczają gwałtowny wzrost luki w budżecie z powodu braku planowanych dochodów z VAT. To nie były setki milionów, tylko setki miliardów, których zabrakło w budżecie państwa.

Polskie państwo straciło je przez bierność Ministerstwa Finansów, służb skarbowych, nieudolność rządzących, a także – i to trzeba sprawdzić i wyjawić opinii publicznej – złą wolę i świadome działania na szkodę polskiego państwa ludzi wówczas rządzących Polską. Gdzie zapadła w czasie rządów PO-PSL decyzja polityczna, by pozwolić na okradanie Polski? – na to pytanie warto znać odpowiedź. 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Drzwi bez klamki, czyli dokąd wiedzie sprawa Skripala?

O próbie otrucia Siergieja Skripala przez rosyjskie tajne służby wiemy bardzo dużo. Nie wiemy jednak tego, w jakim celu Rosjanie dokonali zamachu ani czy obecne skutki dyplomatyczne są dla Moskwy problemem, czy może elementem szerszego planu.

Takich konsekwencji dyplomatycznych, z masowym wyrzucaniem rosyjskich dyplomatów ze stolic krajów zachodnich, Kreml nie przeżywał nawet w czasach sowieckich. Do Moskwy wróciło już ponad stu pracowników rosyjskich ambasad i konsulatów. Ostatni taki skandal miał miejsce w 1971 r., gdy przedstawiciel handlowy ZSRS w Londynie Oleg Lalin został zatrzymany przez brytyjską drogówkę w związku z jazdą po pijanemu. Od słowa do słowa z przedstawicielami angielskich służb mundurowych zaproponował w końcu wydanie listy sowieckich szpiegów w Londynie w zamian za dostatnie życie z rosyjską kochanką. Skończyło się to wydaleniem 105 komunistycznych szpiegów. Byli to jednak przedstawiciele Kremla z jednej stolicy zachodniego kraju. Obecnie 14 państw Unii Europejskiej, Stany Zjednoczone oraz Ukraina i Mołdawia wyrzucają urzędników placówek z dyplomatycznych. Czy Rosja zaliczyła wpadkę stulecia i Zachód wreszcie obudził się z proputinowskiej hipnozy?

Spisek

Rosyjska machina propagandowa odpaliła rutynową, ale zorganizowaną na wielką skalę kampanię odpierającą zarzuty o sprawstwo otrucia. Jako argument minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow podał m.in. fakt, że szwajcarskie laboratorium w Spiez rozpoznało w substancji trującej nie rosyjski nowiczok, ale NATO-wski 3-Chinuklidynobenzylan. Choć laboratorium zaprzeczyło takim doniesieniom, wiele rusofilskich środowisk podaje tę informację jako pewną i sprawdzoną (np. Korwin-Mikke.pl). Ponad tą sugestią członka rosyjskiego rządu pojawiło się oskarżenie o „spisek” kilku państw zachodnich, które wystosował ambasador Rosji przy ONZ-ecie Wasilij Niebienzia, zapytując na forum, skąd Brytyjczycy mieli antidotum na nowiczok (a więc nie 3-Chinuklidynobenzylan?), bo tylko tak można było ocalić eksszpiega i jego córkę.

Inaczej rosyjskie media – tutaj odbiorcy są bombardowani propagandą o międzynarodowym spisku, a nawet „sekcie antyrosyjskiej”, która bez żadnych dowodów i racji po prostu wierzy w winę Rosji oraz zamierza ją ukarać. To konsekwentna narracja ostatnich dwóch dekad – ukazywanie dawnych Sowietów jako bezbronną wyspę otoczoną przez wrogie mocarstwa, czyhające na jej dalsze rozerwanie. Kampania dezinformacyjna wokół sprawy Skripala ma na pewno ten efekt, że konsoliduje społeczeństwo rosyjskie wokół władzy – dodajmy, że gdy próba otrucia wyszła na jaw, w Rosji pozostały dwa tygodnie do wyborów prezydenckich.

Kłótnia za murami Kremla

Jak pisaliśmy w „Gazecie Polskiej” („Sami sobie winni”, nr 14/2018), Rosjanie potrafią upozorować wypadek, a truciznę stosują jako element demonstracji siły i ostrzeżenia. Nie wiemy jednak, co dokładnie chciał zademonstrować Kreml, skoro zgodził się w lipcu 2010 r. wymienić Skripala wraz z trzema innymi agentami na dziesięciu swoich ludzi zatrzymanych przez FBI. A może w tym wypadku nie warto patrzeć na Kreml jako na monolit?

Spośród czwórki agentów wymienionych w 2010 r. próba zabójstwa dotknęła tylko Skripala, więc nasuwa się pytanie, dlaczego akurat on musiał zginąć. Reszta z nich ma się dobrze: fizyk jądrowy Igor Sutjagin pracuje dla brytyjskiego think tanku zajmującego się obronnością i korzysta z wiedzy nabytej w rosyjskim sektorze militarnym; o losie Giennadija Wasilenki i Aleksandra Zaporożskiego oficjalnie nie wiemy nic, co oznacza, że mają zagwarantowany spokojny żywot na Zachodzie. Ten pierwszy był oficerem KGB, ten drugi zaś pracownikiem rosyjskiego MSZ-etu.

Skripal pracował dla GRU, następnie przeszedł na stronę wywiadu brytyjskiego i choć w 2010 r. odzyskał wolność i wydostał się z Rosji, to nadal utrzymywał kontakty z Rosjanami. Jego syn zmarł w lipcu 2017 r. w tajemniczych okolicznościach w Petersburgu i choć jako przyczynę śmierci podejrzewa się marskość wątroby, to jednak ciało szybko skremowano, a prochy odesłano rodzinie do Londynu. Prasa brytyjska podaje, że już od 2013 r. rosyjscy hakerzy próbowali się włamać na skrzynkę prasową Julii Skripal. Nie ma więc wątpliwości, że eksagent GRU był nadal w orbicie zainteresowań swojej „firmy”.

Próba jego otrucia może być elementem gry między służbami rosyjskimi, których szefowie są często na liście Rosjan objętych sankcjami przez kraje Zachodu, jak np. szef Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiej Naryszkin, którego instytucja najbardziej ucierpiała przy wydalaniu dyplomatów. W dużej mierze laboratoria opracowujące broń biologiczną i chemiczną podlegają właśnie jemu.

Bomba atomowa to już przeszłość

Osobnym zagadnieniem jest problem rozwoju broni biologicznej i chemicznej, co do której świat nie ma możliwości przeciwdziałania. O ile, zdawałoby się najgroźniejsza, broń atomowa jest trudna do przeniesienia na terytorium wroga, o tyle substancje chemiczne i biologiczne, które mogą zabić ludność całego miasta, są łatwe do przeniesienia i umieszczenia w zbiorniku wodnym, z którego czerpie okoliczna ludność.

Do lat 90. istniał w rosyjskich tajnych służbach Wydział XII zajmujący się międzynarodowym szpiegostwem biologicznym i operacjami specjalnymi. Jak twierdził były pracownik tamtej służby Aleksandr Kuzminow, zmiany strukturalne w FSB i Służbie Wywiadu Zagranicznego uwzględniały w swoich działaniach miejsce dla kontynuowania prac nad bronią biologiczną i chemiczną. Według odtajnionego listu członka parlamentu Wielkiej Brytanii Marka Sedwilla do szefa NATO Jensa Stoltenberga trucizna nowiczok została wyprodukowana w rosyjskim laboratorium obronnym Szichana pod Wołgogradem. To na tamtych terenach pod koniec lat 90. miała miejsce tajemnicza epidemia gorączki Zachodniego Nilu, zakażenia wirusem przenoszonym przez komary. Sam Kuzminow pisał w 2005 r., że epidemia miała znamiona inspirowanej przez tajne służby, choć są to tylko domysły. Problem polega na tym, że w wypadku zatruć, epidemii, ataków bronią biologiczną i chemiczną jest niezwykle trudno wskazać sprawcę.

Czy marcowa próba otrucia Siergieja Skripala i kwietniowy atak chemiczny na syryjski szpital w Dumie we Wschodniej Gucie nie stanowią poligonu doświadczalnego dla nowej generacji operacji tajnych służb?

Rosja ucieka

Mimo dramatycznie brzmiących doniesień o wydalaniu rosyjskich dyplomatów nie jest to potężny cios ani w rosyjską elitę, ani w rosyjskie państwo. Widać zresztą wyraźnie, że niektóre państwa, takie jak Niemcy, dołączyły do dyplomatycznej akcji z niechęcią, co na pewno zostało odnotowane przez Kreml.

Nikt jednak nie wspomina na głos o możliwości potężniejszego ukarania reżimu Putina – bojkotu mistrzostw świata w piłce nożnej, które będą się odbywały w Rosji od połowy czerwca do połowy lipca tego roku. Wbrew pozorom nieobecność reprezentacji krajów zachodnich na mundialu nie byłaby tylko uderzeniem w prestiż. Jak wiemy, wydarzenia sportowe w Rosji są okazją do malwersacji czy w ogóle zarabiania pieniędzy na ogromną skalę – zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi w 2014 r. były pralnią brudnych pieniędzy i lewych inwestycji, których suma wyniosła 60 mld dol. Miejscowa ludność była częstokroć przesiedlana, pozbawiana domów i majątków, by organizatorzy wydarzenia zyskali miejsce na przedsięwzięcia sportowe.

Olimpiada i mundial to także wielkie koło zamachowe polityki wewnętrznej – umacniania pozycji Władimira Putina i konsolidowania się elit wokół prezydenta. Elit, których firmy realizują zamówienia publiczne i obsługują zachodnich gości. Igrzyska olimpijskie w Moskwie w 1980 r. zostały zbojkotowane, co do dziś pozostaje traumą nie tyle dla Rosjan, ile dla rosyjskiej razwiedki, która dodatkowo zyskuje takimi wydarzeniami pole do werbunku nowych agentów i grup interesu.
Zamiast efektownych posunięć Zachód powinien się zdobyć na posunięcia efektywne – zanim nowa generacja technik operacyjnych Rosji wejdzie w fazę, za którą zachodni analitycy już w ogóle nie będą nadążali.

 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl