Karuzele afer z Warszawy aż pod Kraków

Platforma Obywatelska poinformowała nas w zeszłym tygodniu, że afery z lat jej rządów nie istniały. To po prostu fatamorgana. Pani poseł Izabela Leszczyna: „Afera nagrodowa, w przeciwieństwie do rzekomych afer Platformy Obywatelskiej, jest aferą prawdziwą. (...) To, co PiS nazywa aferami Platformy Obywatelskiej, to tak naprawdę wytwór pisowskiej propagandy”.

Przypomnijmy zatem: zdaniem Ministerstwa Finansów (i to według danych opublikowanych za czasów rządów PO) luka w podatku VAT, czyli nasze pieniądze, które rozpływały się w powietrzu, rosła od 7 miliardów w 2007 r. do prawie 50 miliardów w roku 2015. Eksperci mówią o co najmniej 186 mld zł, które straciliśmy w wyniku działalności organizacji przestępczych, zawodowo zajmujących się wyłudzaniem podatku VAT. Pani poseł Leszczyna powinna te dane znać na pamięć. Od roku 2011 do końca rządów PO była bowiem wiceministrem finansów, odpowiadającym w resorcie za „przejrzyste konstruowanie przepisów podatkowych”.  Wyłudzanie VAT to jedna z głównych gałęzi przemysłu przestępczego w Polsce. Polega w gruncie rzeczy na czymś dużo mniej ryzykownym niż bieganie po mieście z karabinem maszynowym, okradanie bankomatów czy handel kokainą kupowaną od wujka Carlosa z Medellín lub jego lokalnego przedstawiciela. Przestępcy zakładają łańcuszek firm („karuzelę”), których formalnymi właścicielami – słupami – są bezdomni, chorzy psychicznie lub w inny sposób łatwi do kontrolowania ludzie. Firmy sprzedają między sobą dowolną rzecz lub usługę. Kolejne fikcyjne transakcje pompują do astronomicznych rozmiarów podatek VAT, który te firmy powinny odprowadzać po każdej transakcji. Nie robią tego, ale w dokumentach wykazują, że wszystko jest w porządku. Kiedy wartość przekrętu osiąga zaplanowany poziom, jedna z firm decyduje się wyeksportować nadmuchany do wielomilionowej wartości produkt lub usługę do jakiegoś kraju Unii Europejskiej. Oczywiście fikcyjnie.

Do tego potrzebne są tylko pieczątki, druki faktur, konta bankowe i odpowiednio nastawiony urzędnik. Z dokumentami świadczącymi o rzekomym eksporcie zjawia się w zaprzyjaźnionym urzędzie skarbowym człowiek. I mówi naczelnikowi: Wysłałem do słonecznej Portugalii trzysta tysięcy używanych telefonów komórkowych albo dziesięć tysięcy czerwonych ołówków lub dwieście używanych wieżyczek czołgowych. Wszystko jedno. Należy mi się za to zwrot podatku VAT w wysokości 10, 20 albo 30 mln zł. W normalnie działającym państwie taka astronomiczna wypłata podlega sprawdzeniu. Czy transakcje prowadzące do tej ostatniej faktycznie miały miejsce?

Czy eksport naprawdę się odbył? Czy kolejne firmy faktycznie odprowadzały należny podatek? Krótko mówiąc, czy tego typu historia nie jest zwykłym ordynarnym wałkiem. Jednak w realiach Polski rządzonej m.in. przez panią poseł Leszczynę rok po roku skala tak skonstruowanej przestępczości rosła, a pieniądze kierowane do przestępców poprzebieranych za przedsiębiorców płynęły coraz szerszym strumieniem. Zsumowana wartość pieniędzy, które w ten sposób straciliśmy w okresie od 2007 do 2015 r., jest porównywalna z kwotami legalnie uzyskanymi z podatku VAT w ciągu całego roku przez państwo polskie. To suma, która bliska jest połowie rocznego budżetu naszego państwa, a mimo wszystko przez dwie kadencje ani pani minister Leszczyna, ani jej przełożony minister Jan Vincent nie raczyli zauważyć problemu. Przestępczość VAT to być może największa i najbardziej kosztowna afera ostatnich 30 lat. Ale nie jedyna, za którą polityczną odpowiedzialność powinna wziąć dzisiejsza opozycja. Kradzież 153 mld zł z naszych kont emerytalnych, kiedy chwiał się budżet w roku 2014, obciąża również polityków PO, w tym samego premiera. Nie inaczej jest z kosztami afery hazardowej, wycenianej ostatnio na 21 mld zł uszczupleń podatkowych; 4 miliardy w warszawskiej reprywatyzacji; prawie miliard w Amber Gold; setki milionów w pomniejszych skandalach, takich jak znikający inwestor z Kataru w Stoczni Gdańsk czy autostrady, wysysające pieniądze bezpośrednio z kieszeni oszukiwanych przedsiębiorców drogowych, za których kasę rząd PO budował drogi, z dumą otwierane przed Euro 2012. Same tylko opisane tutaj przekręty dają około 380 mld zł ukradzionych z naszych kieszeni. Poseł Leszczyna mówi, że to wszystko fatamorgana. Jednak aferą nazywa w pełni legalną wypłatę nagród członkom rządu. Gdyby próbować zestawić te sprawy na jednym wykresie, zająłby on dużo miejsca. Jeśli bowiem przyjąć, że wykres legalnych nagród rządu ma jeden metr, to linia pokazująca wartość przekrętów, afer i zwykłego złodziejstwa z czasów rządów PO musiałyby ciągnąć się przez 260 km. Z Warszawy aż gdzieś pod Kraków.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Drzwi bez klamki, czyli dokąd wiedzie sprawa Skripala?

O próbie otrucia Siergieja Skripala przez rosyjskie tajne służby wiemy bardzo dużo. Nie wiemy jednak tego, w jakim celu Rosjanie dokonali zamachu ani czy obecne skutki dyplomatyczne są dla Moskwy problemem, czy może elementem szerszego planu.

Takich konsekwencji dyplomatycznych, z masowym wyrzucaniem rosyjskich dyplomatów ze stolic krajów zachodnich, Kreml nie przeżywał nawet w czasach sowieckich. Do Moskwy wróciło już ponad stu pracowników rosyjskich ambasad i konsulatów. Ostatni taki skandal miał miejsce w 1971 r., gdy przedstawiciel handlowy ZSRS w Londynie Oleg Lalin został zatrzymany przez brytyjską drogówkę w związku z jazdą po pijanemu. Od słowa do słowa z przedstawicielami angielskich służb mundurowych zaproponował w końcu wydanie listy sowieckich szpiegów w Londynie w zamian za dostatnie życie z rosyjską kochanką. Skończyło się to wydaleniem 105 komunistycznych szpiegów. Byli to jednak przedstawiciele Kremla z jednej stolicy zachodniego kraju. Obecnie 14 państw Unii Europejskiej, Stany Zjednoczone oraz Ukraina i Mołdawia wyrzucają urzędników placówek z dyplomatycznych. Czy Rosja zaliczyła wpadkę stulecia i Zachód wreszcie obudził się z proputinowskiej hipnozy?

Spisek

Rosyjska machina propagandowa odpaliła rutynową, ale zorganizowaną na wielką skalę kampanię odpierającą zarzuty o sprawstwo otrucia. Jako argument minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow podał m.in. fakt, że szwajcarskie laboratorium w Spiez rozpoznało w substancji trującej nie rosyjski nowiczok, ale NATO-wski 3-Chinuklidynobenzylan. Choć laboratorium zaprzeczyło takim doniesieniom, wiele rusofilskich środowisk podaje tę informację jako pewną i sprawdzoną (np. Korwin-Mikke.pl). Ponad tą sugestią członka rosyjskiego rządu pojawiło się oskarżenie o „spisek” kilku państw zachodnich, które wystosował ambasador Rosji przy ONZ-ecie Wasilij Niebienzia, zapytując na forum, skąd Brytyjczycy mieli antidotum na nowiczok (a więc nie 3-Chinuklidynobenzylan?), bo tylko tak można było ocalić eksszpiega i jego córkę.

Inaczej rosyjskie media – tutaj odbiorcy są bombardowani propagandą o międzynarodowym spisku, a nawet „sekcie antyrosyjskiej”, która bez żadnych dowodów i racji po prostu wierzy w winę Rosji oraz zamierza ją ukarać. To konsekwentna narracja ostatnich dwóch dekad – ukazywanie dawnych Sowietów jako bezbronną wyspę otoczoną przez wrogie mocarstwa, czyhające na jej dalsze rozerwanie. Kampania dezinformacyjna wokół sprawy Skripala ma na pewno ten efekt, że konsoliduje społeczeństwo rosyjskie wokół władzy – dodajmy, że gdy próba otrucia wyszła na jaw, w Rosji pozostały dwa tygodnie do wyborów prezydenckich.

Kłótnia za murami Kremla

Jak pisaliśmy w „Gazecie Polskiej” („Sami sobie winni”, nr 14/2018), Rosjanie potrafią upozorować wypadek, a truciznę stosują jako element demonstracji siły i ostrzeżenia. Nie wiemy jednak, co dokładnie chciał zademonstrować Kreml, skoro zgodził się w lipcu 2010 r. wymienić Skripala wraz z trzema innymi agentami na dziesięciu swoich ludzi zatrzymanych przez FBI. A może w tym wypadku nie warto patrzeć na Kreml jako na monolit?

Spośród czwórki agentów wymienionych w 2010 r. próba zabójstwa dotknęła tylko Skripala, więc nasuwa się pytanie, dlaczego akurat on musiał zginąć. Reszta z nich ma się dobrze: fizyk jądrowy Igor Sutjagin pracuje dla brytyjskiego think tanku zajmującego się obronnością i korzysta z wiedzy nabytej w rosyjskim sektorze militarnym; o losie Giennadija Wasilenki i Aleksandra Zaporożskiego oficjalnie nie wiemy nic, co oznacza, że mają zagwarantowany spokojny żywot na Zachodzie. Ten pierwszy był oficerem KGB, ten drugi zaś pracownikiem rosyjskiego MSZ-etu.

Skripal pracował dla GRU, następnie przeszedł na stronę wywiadu brytyjskiego i choć w 2010 r. odzyskał wolność i wydostał się z Rosji, to nadal utrzymywał kontakty z Rosjanami. Jego syn zmarł w lipcu 2017 r. w tajemniczych okolicznościach w Petersburgu i choć jako przyczynę śmierci podejrzewa się marskość wątroby, to jednak ciało szybko skremowano, a prochy odesłano rodzinie do Londynu. Prasa brytyjska podaje, że już od 2013 r. rosyjscy hakerzy próbowali się włamać na skrzynkę prasową Julii Skripal. Nie ma więc wątpliwości, że eksagent GRU był nadal w orbicie zainteresowań swojej „firmy”.

Próba jego otrucia może być elementem gry między służbami rosyjskimi, których szefowie są często na liście Rosjan objętych sankcjami przez kraje Zachodu, jak np. szef Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiej Naryszkin, którego instytucja najbardziej ucierpiała przy wydalaniu dyplomatów. W dużej mierze laboratoria opracowujące broń biologiczną i chemiczną podlegają właśnie jemu.

Bomba atomowa to już przeszłość

Osobnym zagadnieniem jest problem rozwoju broni biologicznej i chemicznej, co do której świat nie ma możliwości przeciwdziałania. O ile, zdawałoby się najgroźniejsza, broń atomowa jest trudna do przeniesienia na terytorium wroga, o tyle substancje chemiczne i biologiczne, które mogą zabić ludność całego miasta, są łatwe do przeniesienia i umieszczenia w zbiorniku wodnym, z którego czerpie okoliczna ludność.

Do lat 90. istniał w rosyjskich tajnych służbach Wydział XII zajmujący się międzynarodowym szpiegostwem biologicznym i operacjami specjalnymi. Jak twierdził były pracownik tamtej służby Aleksandr Kuzminow, zmiany strukturalne w FSB i Służbie Wywiadu Zagranicznego uwzględniały w swoich działaniach miejsce dla kontynuowania prac nad bronią biologiczną i chemiczną. Według odtajnionego listu członka parlamentu Wielkiej Brytanii Marka Sedwilla do szefa NATO Jensa Stoltenberga trucizna nowiczok została wyprodukowana w rosyjskim laboratorium obronnym Szichana pod Wołgogradem. To na tamtych terenach pod koniec lat 90. miała miejsce tajemnicza epidemia gorączki Zachodniego Nilu, zakażenia wirusem przenoszonym przez komary. Sam Kuzminow pisał w 2005 r., że epidemia miała znamiona inspirowanej przez tajne służby, choć są to tylko domysły. Problem polega na tym, że w wypadku zatruć, epidemii, ataków bronią biologiczną i chemiczną jest niezwykle trudno wskazać sprawcę.

Czy marcowa próba otrucia Siergieja Skripala i kwietniowy atak chemiczny na syryjski szpital w Dumie we Wschodniej Gucie nie stanowią poligonu doświadczalnego dla nowej generacji operacji tajnych służb?

Rosja ucieka

Mimo dramatycznie brzmiących doniesień o wydalaniu rosyjskich dyplomatów nie jest to potężny cios ani w rosyjską elitę, ani w rosyjskie państwo. Widać zresztą wyraźnie, że niektóre państwa, takie jak Niemcy, dołączyły do dyplomatycznej akcji z niechęcią, co na pewno zostało odnotowane przez Kreml.

Nikt jednak nie wspomina na głos o możliwości potężniejszego ukarania reżimu Putina – bojkotu mistrzostw świata w piłce nożnej, które będą się odbywały w Rosji od połowy czerwca do połowy lipca tego roku. Wbrew pozorom nieobecność reprezentacji krajów zachodnich na mundialu nie byłaby tylko uderzeniem w prestiż. Jak wiemy, wydarzenia sportowe w Rosji są okazją do malwersacji czy w ogóle zarabiania pieniędzy na ogromną skalę – zimowe igrzyska olimpijskie w Soczi w 2014 r. były pralnią brudnych pieniędzy i lewych inwestycji, których suma wyniosła 60 mld dol. Miejscowa ludność była częstokroć przesiedlana, pozbawiana domów i majątków, by organizatorzy wydarzenia zyskali miejsce na przedsięwzięcia sportowe.

Olimpiada i mundial to także wielkie koło zamachowe polityki wewnętrznej – umacniania pozycji Władimira Putina i konsolidowania się elit wokół prezydenta. Elit, których firmy realizują zamówienia publiczne i obsługują zachodnich gości. Igrzyska olimpijskie w Moskwie w 1980 r. zostały zbojkotowane, co do dziś pozostaje traumą nie tyle dla Rosjan, ile dla rosyjskiej razwiedki, która dodatkowo zyskuje takimi wydarzeniami pole do werbunku nowych agentów i grup interesu.
Zamiast efektownych posunięć Zachód powinien się zdobyć na posunięcia efektywne – zanim nowa generacja technik operacyjnych Rosji wejdzie w fazę, za którą zachodni analitycy już w ogóle nie będą nadążali.

 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl