Cyberataki hakerów z Rosji na firmy w Australii

/ Gustavo Molina/freeimages.com

W sierpniu 2017 roku rosyjscy hakerzy przeprowadzili cyberataki na prawie 400 australijskich firm - oświadczyła dziś minister obrony Australii Marise Payne, powołując się na dane Australijskiego Centrum Cyberbezpieczeństwa. Eksperci z USA i Wielkiej Brytanii uważają, że za tymi atakami stoją rosyjscy hakerzy, wspierani przez rząd. Ich zdaniem cyberprzestępcy działają w różnych krajach.

Według Payne zaatakowane przedsiębiorstwa nie odniosły poważnych szkód. Jej zdanie podziela minister ds. cyberbezpieczeństwa Angus Taylor. Jak zauważył, nie ma żadnych oznak świadczących o tym, że hakerzy mogli uzyskać dostęp do danych australijskiego rządu.

Do przeprowadzenia ataku w charakterze punktów dostępowych wykorzystywano komercyjne routery; świadczy to o tym, że jakiekolwiek urządzenie podłączone do sieci może być wykorzystane do szkodliwych działań

- podkreślił.

Wczoraj Stany Zjednoczone i Wielka Brytania stwierdziły, że wspierani przez rosyjskie władze hakerzy zainfekowali routery na całym świecie w ramach kampanii szpiegostwa cybernetycznego skierowanej przeciwko agencjom rządowym i operatorom infrastruktury krytycznej. Zdaniem ekspertów zainfekowane routery w przyszłości mogłyby być wykorzystane przez hakerów do rozpoczęcia działań cyberofensywnych.

CZYTAJ TEŻ: Rosja nie ustaje w wysiłkach. Hakerzy codziennie bombardują Polskę tysiącami ataków

W lutym br. USA i Wielka Brytania oskarżyły Rosję o przygotowanie ubiegłorocznego cyberataku NotPetya, który doprowadził m.in. do sparaliżowania infrastruktury krytycznej na Ukrainie oraz wymazania danych z setek komputerów używanych w firmach energetycznych i bankach na całym świecie.

Źródło: niezalezna.pl, PAP


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

O północy z piątku na sobotę rozpocznie się cisza wyborcza. Sprawdź, co musisz o niej wiedzieć

Od północy z piątku na sobotę rozpoczyna się cisza wyborcza; Zdjęcie ilustracyjne / By Lukasz2 - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=16965835

O północy z piątku na sobotę rozpocznie się cisza wyborcza i potrwa do końca głosowania w niedzielę. Za złamanie ciszy wyborczej grozi nawet 1 mln zł grzywny; zabronione jest publikowanie sondaży, agitowanie na rzecz konkretnych kandydatów i list. Zakaz obowiązuje też w internecie - w trakcie ciszy wyborczej na portalu niezalezna.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy przez internautów.

Wybory samorządowe odbędą się w niedzielę w godzinach od 7 do 21. Cisza wyborcza rozpoczyna się na 24 godziny przed dniem głosowania i trwa do jego zakończenia. Jeśli żadna z obwodowych komisji wyborczych nie przedłuży głosowania, cisza wyborcza zakończy się o godz. 21.

PRZYPOMINAMY! W trakcie ciszy wyborczej na portalu niezalezna.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy przez internautów.

Głosowanie może zostać przedłużone w wyniku nadzwyczajnych wydarzeń, czyli np. powodzi, zalania lokalu wyborczego, katastrofy budowlanej, komunikacyjnej czy konieczności dodrukowania kart do głosowania. Chodzi o przeszkody, które utrudniają bądź paraliżują pracę obwodowej komisji wyborczej i wykluczają lub w poważnym stopniu ograniczają dotarcie wyborców do lokalu wyborczego.

Ciszę wyborczą narusza każdy element czynnej agitacji wyborczej, czyli publicznego nakłaniania lub zachęcania do głosowania w określony sposób.

Jak wskazuje Państwowa Komisja Wyborcza, nie wolno zwoływać zgromadzeń, organizować pochodów i manifestacji, wygłaszać przemówień, czy rozpowszechniać materiałów wyborczych. Plakaty rozwieszone przed rozpoczęciem ciszy wyborczej nie muszą być zrywane. Nie wolno jednak jeździć pojazdami oklejonymi plakatami wyborczymi, oklejony pojazd może natomiast stać. Agitować nie wolno także w internecie.

Komisja podkreśla, że zabroniona jest także agitacja w lokalu wyborczym polegająca m.in. na eksponowaniu symboli, znaków i napisów kojarzonych z kandydatami i komitetami wyborczymi.

Za złamanie zakazu agitacji wyborczej grozi grzywna.

Najwyższa grzywna: od 500 tys. zł do 1 mln zł grozi za publikację sondaży w czasie ciszy wyborczej. Chodzi zarówno o sondaże przedwyborcze dotyczące przewidywanych zachowań wyborców, wyników wyborów, jak i sondaże prowadzone w dniu głosowania.

PKW zaznacza jednocześnie, że o tym, czy coś stanowi złamanie zakazu agitacji wyborczej, mogą decydować tylko organy ścigania i sądy, a wyborca, który uzna, że naruszono ciszę wyborczą, powinien to zgłosić bezpośrednio policji lub do prokuratury.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl