Zieloni hipokryci. Kto nie chciał walki z mafią śmieciową

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Jacek Liziniewicz

Dziennikarz „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”. W \"GP\" kieruje działem dotyczącym tematyki środowiska.

Kontakt z autorem

Platforma Obywatelska, Zieloni, organizacje ekologiczne – wszyscy oni biją w rząd i byłego ministra środowiska Jana Szyszkę za to, że ten nic nie zrobił z problemem wysypisk śmieci i nieuczciwych przedsiębiorców wwożących odpady do Polski. Tymczasem jeszcze kilka miesięcy temu to te środowiska najgłośniej protestowały przeciwko powołaniu specjalnej agencji, która miałaby być batem na nieuczciwych przedsiębiorców.

Za czasów ministra Szyszki, czyli w 2017 r., wydano najwięcej zgód na import śmieci do Polski. Przełożyło się to na ponad 700 tys. ton odpadów, jakie trafiły do naszego kraju – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Andrzej Halicki.

– Jak już wiemy, biznes oparty na składowaniu śmieci jest powiązany z szarą strefą. Doświadczamy tego, widząc, jak płoną kolejne składowiska – dodaje Halicki.

Polityk PO nie przedstawił żadnego konkretnego rozwiązania problemu. Zapowiedział jednak ściganie prof. Jana Szyszki.

Tymczasem już wiele miesięcy temu Ministerstwo Środowiska zapowiadało potrzebę powołania specjalnej służby, która mogłaby np. przeprowadzać kontrolę wysypisk, śmieciarek, zakładać nadajniki GPS. Co wtedy mówili politycy Platformy? Oczywiście krytykowali.

„Obecny projekt odbiera kolejne kompetencje regionom. Ale gorsze jest to, że Szyszko chce pójść w ślady Macierewicza czy Kamińskiego i mieć własnych agentów do inwigilowania obywateli albo szukania haków na ekologów. Wystarczy donos, że ktoś w mieszkaniu ma rzadki gatunek papugi, żeby agencja mogła wejść z kontrolą” – mówił Stanisław Gawłowski, były wiceminister środowiska w rządzie PO-PSL.

Jego zdanie podzielali koledzy z opozycji, w tym polityk PSL Paweł Bejda, który mówił, że ustawa posłuży do „strzelania do ludzi, strzelania do zwierząt”.

W ten sam ton uderzali ekolodzy, którzy nie widzieli żadnych pozytywów w powołaniu nowej służby.

„Bronisz Puszczy Białowieskiej? Protestujesz przeciw działaniom Jana Szyszki? Niedługo może się Tobą zainteresować Agencja Bezpieczeństwa Ekologicznego. Broń, drony, rewizje mieszkań – wszystko w imię ochrony środowiska” – pisali przedstawiciele partii Zielonych, którzy dzisiaj głośno utyskują na palące się wysypiska.

Potencjalne zmiany krytykowali również aktywiści zaangażowani w konflikt wokół Puszczy Białowieskiej.

- Każda władza może być nadużywana. A nawet jeśli PAOŚ nie będzie wykonywał zamówień politycznych, to wprowadzi kompetencyjne zamieszanie – mówi Robert Cyglicki, dyrektor Greenpeace’u.

Aktywiści nie przedstawiają żadnych planów rozwiązania problemów. Te wczoraj zaprezentował rząd. Na specjalnie zwołanej konferencji prasowej minister Henryk Kowalczyk i wiceminister Sławomir Mazurek omówili własne rozwiązania m.in. zwiększające uprawnienia Inspektoratu Ochrony Środowiska (w tym o rozwiązania, które krytykowali opozycja i ekolodzy), a także stawiające wiele wymogów formalnych wobec przedsiębiorców z branży śmieciowej. Teraz nie będzie już można robić składowisk na dzierżawionych terenach, ustanowione mają być gwarancje finansowe na wypadek upadku spółek, skrócony czas magazynowania odpadów z trzech lat do 12 miesięcy i wiele podobnych zmian. Przy okazji sprostowano również nieprawdziwe informacje polityków opozycji. Jak ujawnił Sławomir Mazurek, do Polski sprowadzono w ubiegłym roku 377 tys. ton śmieci do recyklingu. Jak podkreślał, są one potrzebne, bo stanowią surowiec do przetworzenia. Jak stwierdził, cała Unia importuje 18 mln ton odpadów, a same Niemcy 6 mln ton. Jego zdaniem czynienie zarzutu z importu odpadów jest „nieodpowiedzialne”.

Źródło: Gazeta Polska Codziennie


SONDA
Wczytuję sondę...

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

O północy z piątku na sobotę rozpocznie się cisza wyborcza. Sprawdź, co musisz o niej wiedzieć

Od północy z piątku na sobotę rozpoczyna się cisza wyborcza; Zdjęcie ilustracyjne / By Lukasz2 - Praca własna, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=16965835

O północy z piątku na sobotę rozpocznie się cisza wyborcza i potrwa do końca głosowania w niedzielę. Za złamanie ciszy wyborczej grozi nawet 1 mln zł grzywny; zabronione jest publikowanie sondaży, agitowanie na rzecz konkretnych kandydatów i list. Zakaz obowiązuje też w internecie - w trakcie ciszy wyborczej na portalu niezalezna.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy przez internautów.

Wybory samorządowe odbędą się w niedzielę w godzinach od 7 do 21. Cisza wyborcza rozpoczyna się na 24 godziny przed dniem głosowania i trwa do jego zakończenia. Jeśli żadna z obwodowych komisji wyborczych nie przedłuży głosowania, cisza wyborcza zakończy się o godz. 21.

PRZYPOMINAMY! W trakcie ciszy wyborczej na portalu niezalezna.pl wyłączona zostanie możliwość dodawania komentarzy przez internautów.

Głosowanie może zostać przedłużone w wyniku nadzwyczajnych wydarzeń, czyli np. powodzi, zalania lokalu wyborczego, katastrofy budowlanej, komunikacyjnej czy konieczności dodrukowania kart do głosowania. Chodzi o przeszkody, które utrudniają bądź paraliżują pracę obwodowej komisji wyborczej i wykluczają lub w poważnym stopniu ograniczają dotarcie wyborców do lokalu wyborczego.

Ciszę wyborczą narusza każdy element czynnej agitacji wyborczej, czyli publicznego nakłaniania lub zachęcania do głosowania w określony sposób.

Jak wskazuje Państwowa Komisja Wyborcza, nie wolno zwoływać zgromadzeń, organizować pochodów i manifestacji, wygłaszać przemówień, czy rozpowszechniać materiałów wyborczych. Plakaty rozwieszone przed rozpoczęciem ciszy wyborczej nie muszą być zrywane. Nie wolno jednak jeździć pojazdami oklejonymi plakatami wyborczymi, oklejony pojazd może natomiast stać. Agitować nie wolno także w internecie.

Komisja podkreśla, że zabroniona jest także agitacja w lokalu wyborczym polegająca m.in. na eksponowaniu symboli, znaków i napisów kojarzonych z kandydatami i komitetami wyborczymi.

Za złamanie zakazu agitacji wyborczej grozi grzywna.

Najwyższa grzywna: od 500 tys. zł do 1 mln zł grozi za publikację sondaży w czasie ciszy wyborczej. Chodzi zarówno o sondaże przedwyborcze dotyczące przewidywanych zachowań wyborców, wyników wyborów, jak i sondaże prowadzone w dniu głosowania.

PKW zaznacza jednocześnie, że o tym, czy coś stanowi złamanie zakazu agitacji wyborczej, mogą decydować tylko organy ścigania i sądy, a wyborca, który uzna, że naruszono ciszę wyborczą, powinien to zgłosić bezpośrednio policji lub do prokuratury.

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl