Obiecywali, obiecują i będą obiecywać. Wyborcze deklaracje w pigułce

Wybory samorządowe zbliżają się wielkimi krokami i - czy tego chcemy, czy nie - zdominowały przekaz niemal we wszystkich mediach. Żeby nieco ułatwić sobie i drogim Czytelnikom poruszanie się w gąszczu tego całego szumu informacyjnego, postanowiłem odszukać w muzycznych annałach utwór, w którym znalazłyby się wszystkie przedwyborcze obietnice i to różnych partii. Wielu powie, że to zapewne „mission impossible”, a mi nie pozostanie już nic innego, jak z tajemniczym uśmiechem zachęcić do odsłuchania. #GumoweUcho Niecodzienna Lista Przebojów

Historia stara, jak świat... Zbliżają się wybory, na ulice miast wychodzą politycy różnych opcji (niektórzy nawet z własną ławeczką) i zaczyna się istna litania obietnic. Co ciekawe, im bliżej rozliczenia przy urnach, tym więcej obietnic, a im więcej obietnic tym większe medialne zamieszanie. I jak tu się w tym wszystkim nie pogubić?

Trzeba przyznać, że to spore wyzwanie – zwłaszcza, gdy niektórzy kandydaci proponują swoim wyborcom coś, co obiecywano im już dawno temu. Taki na przykład Rafał Trzaskowski został oskarżony w mediach o to, że mieszkańcom Pragi-Północ obiecał dokładnie to samo, co lata temu deklarowała Hanna Gronkiewicz-Waltz. Wpadki nie uniknął nawet premier Mateusz Morawiecki, któremu media wytknęły, że podczas wizyty w Gdańsku i prezentacji kandydatów PiS z regionu obiecał budowę dworca kolejowego w Starogardzie Gdańskim, choć dworzec już stoi, a w dodatku został nawet wyremontowany.

Sztaby wyborcze od lewej do prawej strony nie mają łatwego życia na ostatniej prostej kampanii wyborczej. Z telewizji, radia, prasy i internetu – atakują nas przedwyborcze obietnice. W ten sposób powstaje klasyczny szum informacyjny, w którym coraz trudniej odróżnić jedne obietnice od drugich. Jak się w tym wszystkim nie pogubić? Pomysł na to ma premier Mateusz Morawiecki, który w trakcie wizyty w Poznaniu mówił, że program wyborczy rywali to takie „rzeźbienie w lodzie”, i wskazał, że w rzeczywistości, „w tych wyborach mamy do czynienia z dwoma programami - jeden nazywa się »anty-PiS«, a drugi nazywa się Polska!”. Trzeba przyznać, że takie podejście do całej sprawy znacznie wszystko ułatwia, jednak nie byłbym sobą, gdybym nie zaproponował Państwu jeszcze innego rozwiązania... takiego bardziej muzycznego.

Czy to możliwe, że wszystkie przedwyborcze obietnice zmieściły się niczym w wielkim worku w jednym utworze? Ależ tak! Podkręcamy dźwięk i zaczynamy muzyczną podróż...

Spójrzmy na warstwę tekstową utworu „Ale w koło jest wesoło” zespołu Perfect:

„Komu auto, komu chatę/Komu awansować tatę/Komu nie podawać ręki/Komu słowa do piosenki” - już ten fragment dokumentuje program wyborczy niejednej partii, a to dopiero początek.

W refrenie robi się jeszcze ciekawiej.

„Jak naprawdę jest - nikt nie wie/Ooo/Kornik ryje dziurę w drzewie/Ooo/Elektronik kradnie w Tewie/A chłop pije - ale jazz” - czegoż tu nie ma!

Jest i wzmianka o fake newsach, jest niezbity dowód na to, że były minister środowiska Jan Szyszko miał rację w sprawie kornika drukarza, a problem występował w polskich lasach już wcześniej, ale najważniejszy jest ostatni wers. Wers, który niejeden wielbiciel karaoke zna pewnie w wersji „elektronik w radiu grzebie”, choć w rzeczywistości brzmi on właśnie tak, jak w cytowanej przeze mnie wersji. O co tu chodzi? Albo o kogo? Tewa była słynną fabryką tranzystorów zbudowaną jeszcze w czasach PRL, jednak kim jest tajemniczy elektronik? Czy to możliwe, że może chodzić o najsłynniejszego elektryka RP Lecha Wałęsę? Całkiem niedawno wzywał on, aby „włączać światło”. To jego najnowszy plan na odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości i całego obozu Zjednoczonej prawicy od władzy.

W piosence Perfectu poza obietnicami wyborczymi znalazły się też wytyczne dla dziennikarzy obsługujących kampanie wyborcze.

„Z kim nie wolno pić, z kim gadać/Co we środy można jadać/O kim milczeć, o kim pisać/Kogo skarcić za Hołdysa” - zwracam tylko uwagę, że utwór jest z 1981 roku, a do dziś nie stracił na aktualności.

Czy to znaczy, że na przestrzeni lat obietnice wyborcze w ogóle nie ewoluowały? Cóż... Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Tobie drogi Czytelniku.

Chcesz odsłuchać opisywany w felietonie utwór? Wejdź na @GumoweUcho_ na Twitterze.

 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Podwójna natura wojskowego eksperta

Czy warto poświęcać uwagę zasadom etyki w dziennikarstwie, gdy milionowe rzesze użytkowników mediów atakowane są co chwila rozmaitymi, sensacyjnymi informacjami – nierzadko po prostu wyssanymi z palca, bądź zdobywanymi bez jakiegokolwiek sprawdzania wiarygodności źródeł ich pochodzenia? Gdy coraz częściej poklask i uznanie zdobywają „prawdy”, które na rynku medialnym po prostu sprzedają się łatwo i szybko?

A jednak, wbrew pozorom, dopóki zawód dziennikarza wciąż istnieje, i wciąż funkcjonują w obiegu publicznym osoby, które tę profesję wykonują, powinny obowiązywać je określone zasady przedstawiania treści, które docierają do opinii publicznej. Dla dużej części moich kolegów po piórze zasady te są jasne i nikomu nie trzeba tłumaczyć, że należy ich przestrzegać.

Bowiem tekst, zwłaszcza informacyjny (w odróżnieniu od odpowiednio zaznaczanego komentarza) oprócz tego, że ma przyciągać uwagę odbiorców, a więc być odpowiednio atrakcyjnie „przyrządzony”, musi spełniać kryteria obiektywizmu, być napisany z uwzględnieniem różnych punktów widzenia. Tak, by nie sprawiał wrażenia, że został stworzony „pod potrzeby” określonego podmiotu (biały piar): danej firmy, bądź osoby, lub przeciw nim (czarny piar).

Przekładając to na konkretne przykłady, można sobie np. wyobrazić, że w mediach pojawia się informacja o faworytach do zwycięstwa na festiwalu piosenki, z której wynika, że tym „murowanym” jest X. I to pomimo, że zyskał najmniej oklasków i nie wzbudził większego zainteresowania na żadnym z portali społecznościowych. Za to – o czym nie wiedzą czytelnicy owej „informacji” - za tym wykonawcą stoi określony koncern muzyczny, z którym współpracuje jej autor.

W realu wygląda to nierzadko tak, że następuje pomieszanie ról dziennikarza i PR-owca, lub – co może jeszcze gorsze – pełnienie ich przez jedną osobę. Co więcej, występują już przypadki, że taka osoba się z tym stanem rzeczy specjalnie nie kryje. Np. Marcin Górka, znany ekspert w dziedzinie przemysłu zbrojeniowego i branży wojskowej.

„Polska zbrojeniówka w Paryżu”, „Polski sprzęt w Ostrawie, czyli jak promujemy się w NATO”, „”Polskie kły” na morzu, czyli pływające muzeum” (Onet.pl); „Błękitna Brygada wyruszyła do Hohenfels”, „Komandosi po raz dziewiąty w Dziwnowie”, „Poligonowa premiera Raków 12 brygady”, „Licytacja na rzecz weteranów” (Polska Zbrojna) – to tylko niektóre tytuły tekstów z ostatnich miesięcy, autorstwa Górki, współpracującego z zarówno z portalem Onet.pl, jak i „Polską Zbrojną” – miesięcznikiem wydawanym przez Wojskowy Instytut Wydawniczy, utworzonym przez MON.

Co ciekawe, red. Górka – wcześniej m.in. dyr. ds. marketingu Polskiego Holdingu Obronnego – działa równolegle w innej roli, choć wciąż w tej samej branży. Od kilku lat (data wpisu do KRS: grudzień 2014 r.) jest bowiem właścicielem agencji PR MGPR, zarejestrowanej w Szczecinie. Niestety w roli dziennikarza, w swoich tekstach promuje nierzadko produkty firm, w których promowanie zaangażowany jest jako PR-owiec. Tak jest w przypadku produkującej dla wojska pojazdy firmy Concept (jest jej rzecznikiem), a także Griffin Group Defence.

Jak nietrudno się domyślić w żadnym z tekstów nie zaznaczono, że Górka pracuje na rzecz tych firm.

Przykładowo w tekście o wspomnianym tytule „Polska zbrojeniówka w Paryżu”, z czerwca br. pisanym dla Onet.pl dowiadujemy się, m.in., że „Z Bielska-Białej po raz pierwszy do Paryża przyjechała prywatna firma Concept, przywożąc ze sobą trzy przeznaczone dla wojska pojazdy wspólnie z państwowym Polskim Holdingiem Obronnym. To Wirus IV(…). 118 takich pojazdów ma trafiać do rozpoznawczych pułków polskiego wojska od 2020 roku. (…)Po raz pierwszy do Paryża przyjechały też zbudowane w bielskiej firmie pojazdy „Dino”. To auta, które potencjalnie zastąpić mogą wysłużone w naszym wojsku honkery. (…) Podwozie „Dino” skonstruował Mercedes a specjalny napęd austriacki Oberaigner. Cała reszta to dzieło polskiego producenta.”

W całym tekście padają też informacje o innych polskich producentach uczestniczących w paryskich targach – jednak ta o pojazdach firmy, z którą związany jest red. Górka, jest jakoś szczególnie obszerna. Podobnie wygląda to m.in. w tekście sprzed roku dla Polski Zbrojnej (Zwiadowcy będą jeździć Wirusami): „118 pojazdów Wirus IV trafi w najbliższych latach do jednostek rozpoznawczych. To polska konstrukcja, przystosowana do poruszania się w trudnym terenie, którą można przetransportować śmigłowcem i desantować na spadochronie. Umowę na dostawę podpisano w środę na Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego w Kielcach” – itd. itp.

A o to post z FB agencji MGPR z kwietnia br.: „Wybuchowo było dzisiaj w WITU w Zielonce. Pokaz nowoczesnych granatów, dymów i innych materiałów wybuchowych zorganizował Griffin Group Defence. Plus piękna pogoda. I cudowne „barwy walki”. MGPR zaprosił na to wydarzenie dziennikarzy z branżowych mediów”.

Kto wie, czy wyjątkowo „ciepły” tekst o ofercie niemieckiego koncernu TKMS dotyczący przetargu na dostawę okrętów podwodnych dla polskiej Marynarki Wojennej, także napisany przez Górkę, nie powstałby, gdyby okazało się, że autor nie jest w jakiś sposób powiązany z tą firmą.

Oto fragment tekstu: „Niemcy: okręty podwodne chcemy budować w Polsce” (portal Onet.pl), z 15 września 2017 r. „Polska Marynarka Wojenna gwałtownie domaga się nowoczesnych okrętów podwodnych, bo pierwsze z użytkowanych obecnie już ponad 50-letnich typu Kobben trzeba jeszcze w tym roku wycofać ze służby. (…)Niemcy zapowiadają, że polscy pracownicy mogliby szkolić się w niemieckiej stoczni w Kilonii przy budowie okrętów dla innych kontrahentów. Przeszkoleni wróciliby do kraju, by już pierwszy okręt dla naszej Marynarki Wojennej powstawał w polskiej stoczni. Niemiecki tkMS odkrył karty ujawnił plan zbudowania w Polsce linii produkcyjnej”.

Podobnie, nie wiadomo czy red. MG nie powiązany jest z agencją fotografii wojskowej (strona www.comcam.pl), której fotografiami bardzo często ozdabia swoje teksty (także ten powyżej) w mediach.

Sam red. Marcin Górka nie dostrzega niczego specjalnie niestosownego w swej „dwutorowej” działalności. Na wysłane mu pytania odpowiedział: „Prowadząc działalność gospodarczą jako MGPR nie jestem zatrudniony w Onet.pl. Nie widzę wewnętrznego konfliktu w swojej działalności zawodowej, gdyż w Onet.pl publikuję wyłącznie artykuły o charakterze informacyjnym i relacjonującym oraz dostarczam fotografie”.

Jak widać, czytając rozmaite teksty prasowe, zwłaszcza przedstawiane jako „fachowe” – zawsze warto stawiać pytania pochodzące, ze starej, wydawałoby się minionej epoki: kto za tym stoi i czemu to służy? Unikniemy wówczas niepotrzebnych rozczarowań.

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl